środa, 26 lipca 2017

Książki. Magazyn do Czytania - wydanie specjalne

Z okazji szóstych urodzin magazynu "Książki", powstało specjalne - letnie - wydanie. Ma ono mniejszy format, by było wygodne dla podróżników spędzających wakacje z egzemplarzem magazynu. Przyznam, że od jakiegoś czasu ciągnęło mnie by sięgnąć po gazetę o literaturze, dzięki której dowiem się czegoś nowego, poszerzę horyzonty, może sięgnę po książkę, której normalnie bym nie przeczytała. W tym magazynie znajdziemy mnóstwo ciekawostek, zapowiedzi, czy wywiadów, dowiemy się nawet co nieco o kulturalnych imprezach w najbliższym czasie. Teksty są niezwykle różnorodne, więc z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Specjalne wydanie magazynu ma aż 100 stron, więc z pewnością nada się na długie podróże.

W letnim numerze znajdziecie między innymi:
  • W domu duszy Isabel Allende. Rozmowa z najsłynniejszą pisarką latynoamerykańską
  • Przesadnie zakochani w Islandii. „…w tym roku liczba turystów na Islandii przekroczy dwa miliony osób, to sześciokrotnie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców". Weronika Murek o końcu Nicelandii
  • Arcydzieła zamiast bestsellerów. Nabokov zamiast Wisłockiej, Dickinson zamiast „Mleka i miodu”... Polecają redaktorzy „Książek”: Paweł Goźliński, Łukasz Grzymisławski, Juliusz Kurkiewicz i Natalia Szostak
  • Koleją podziemną przez Amerykę. Colson Whitehead opowiada Katarzynie Surmiak-Domańskiej o tym, jak napisał najlepszą amerykańską powieść ostatnich lat
  • Lemanipulacje. Wojciech Orliński o tym, jak dał się nabrać Stanisławowi Lemowi.
  • A co po Lemie? Michał Radomił Wiśniewski kreśli mapę polskiego s.f. - od futurystycznych bajeczek ku pokrzepieniu serc po najdziksze wizje końca świata
  • Jej wysokość Wanda Rutkiewicz. Janusz Rudnicki o Polce w naprawdę wysokich górach, chorej na zapalenie ambicji
  • Kontrrewolucja w sypialni. „Kochane »Książki«, piszemy do Was, bo znikąd pomocy, a problem, cóż, wstydliwy: brak seksedukacji w polskiej szkole” - piszą Justyna Suchecka i Natalia Szostak, czyli jak cofnęliśmy się do epoki bocianów i dzieci z kapusty
  • Dziesięć pikantnych kawałków..., czyli ranking literackich scen erotycznych według Małgorzaty I. Niemczyńskiej
Z kolei autorami specjalnego wydania zostali:
  • Stanisław Łubieński. Pisarz. Jego ostatnia książka to „Dwanaście srok za ogon” (2016). W tym roku został za nią nominowany do nagród Nike i Gdynia.
  • Weronika Murek. Pisarka. Jej debiutancki zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” (2015) znalazł się w finale Nike i otrzymał Nagrodę im. Gombrowicza.
  • Wojciech Nowicki. Pisarz, krytyk kulinarny. Za książkę „Salki” (2013) otrzymał nagrodę Gdynia. Jego ostatnia książka to „Odbicie” (2015).
  • Joanna Olech. Autorka i ilustratorka kilkudziesięciu książek dla dzieci.
  • Wojciech Orliński. Publicysta „Wyborczej”. Na początku sierpnia ukaże się napisana przez niego biografia „Lem. Życie nie z tej ziemi”.
  • Janusz Rudnicki. Pisarz, felietonista „Wyborczej”. Niedawno ukazała się jego książka „Życiorysta dwa”, zbiór tekstów publikowanych głównie w „Książkach”.
  • Marcin Sendecki. Poeta i krytyk literacki, laureat nagrody Silesius i tegorocznej Nagrody im. Szymborskiej za książkę poetycką „W”.
  • Katarzyna Surmiak-Domańska. Reporterka „Wyborczej”. Jej książka „Mokradełko” znalazła się w finale Nike. Jej ostatnia publikacja to „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” (2015).
  • Joanna Szczęsna. Pisarka i reporterka. Opublikowała m.in. biografię Wisławy Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie” (2012) napisaną wspólnie z Anną Bikont.
  • Piotr Tarczyński. Amerykanista, tłumacz, przełożył m.in. „Wszystkich ludzi prezydenta” Boba Woodwarda i Carla Bernsteina. Współautor kryminałów „Tajemnica domu Helclów” (2015) i „Rozdarta zasłona” (2016).

Magazyn jest w sprzedaży w cenie 9,99 zł.
Dowiedz się więcej: link 

wtorek, 18 lipca 2017

Kim Holden - O wiele więcej


Miranda to kobieta bezwzględna, wszystko zawsze musi iść po jej myśli, a rodzina i miłość schodzą na drugi plan. Dzieci są tylko pionkami w grze, którą prowadzi. Gdyby nie ich ojciec - Seamus, nie zaznałyby ciepła rodzinnego. Jest on zupełnie innym człowiekiem niż Miranda. Dlatego z bólem przyjmuje wiadomość o rozwodzie. Wraz z dziećmi przeprowadza się, by zaznać spokoju, to jednak nie koniec, Miranda potrafi być naprawdę podła...

Kim Holden jakiś czas temu urzekła mnie "Promyczkiem", który nadal uważam za jedną z najlepszych książek jakie czytałam. Od tej pory gdy tylko pojawia się wiadomość o nowej książce tej autorki w Polsce, z niecierpliwością czekam, aż trafi w moje ręce. Nie wiem jak robi to Holden, ale każda jej książka sprawia, że odcinam się od rzeczywistości na kilka godzin, by zatracić się w świecie przez nią wykreowanym. Każda jej powieść jest naładowana emocjami, dodatkowo często sprzecznymi, kiedy nie wiemy co tak naprawdę myśleć o danym zachowaniu. Już na początku pojawia się złość, kiedy obserwujemy co robi Miranda, dla niej liczy się tylko jej własny interes, nie potrafi docenić miłości męża, a dziećmi właściwie nigdy się nie zajmowała. Przy tym wszystkim budzi się współczucie do Seamusa, który robi wszystko by być jak najlepszym ojcem dla swoich pociech, co utrudnia mu Miranda. Wkrótce pojawia się kolejna postać - Faith, która wprowadza do życia Seamusa trochę radości, mimo własnych problemów.

"O wiele więcej" pokazuje, że Holden jest dobra nie tylko w New Adult, ale także literatura kobieca w jej wykonaniu jest świetna. Jest to książka zupełnie inna niż "Promyczek", ale poziomem jak najbardziej jej dorównuje. Tym razem jednak mamy do czynienia z dorosłymi bohaterami, którzy borykają się problemami codziennego życia, wszystko to wypada bardzo realistycznie. Nie jest to romans, miłość odgrywa tu ważną rolę, ale bardziej chodzi tu o miłość rodzinną. Może nie powinniśmy spodziewać się tutaj takich zaskoczeń jak we wspominanym przeze mnie "Promyczku", ale mimo to trudno jest się oderwać. Choć od początku możemy się domyślać jakie będzie zakończenie, to było kilka momentów, które wywołały u mnie szok. Styl autorki jest bardzo przyjemny - plastyczny i obrazowy. Autorka jak zawsze bezbłędnie opisuje uczucia, dzięki czemu nie ma najmniejszych problemów z wyobrażeniem sobie bohaterów, czy sytuacji. Opisy są interesujące i nie nudzą, podobnie dialogi.

Powieść ta nie jest też bezrefleksyjna, problemy, które porusza spotykamy w codziennym życiu. Nie są to łatwe sprawy, ale Kim Holden nie boi się z nimi zmierzyć, co udowodniła już w poprzednich powieściach. W każdej porusza ważny problem i tak kieruje losami bohaterów, by ze z pozoru trudnych, choć często spotykanych problemów, przekazać jak najwięcej i czasem uświadomić niektóre sprawy. Ciężka choroba, kłopoty w małżeństwie i rodzinie to jedne z tych, które możemy spotkać w "O wiele więcej". Jest to powieść bez dwóch zdań wyjątkowa. Choć mogłoby się wydawać, że literatura kobieca ma głównie służyć rozluźnieniu, to przekonałam się, że Kim Holden zawsze w swoich książkach zawiera ważny przekaz. "Promyczek" nadal jest u mnie na pierwszym miejscu wśród jej najlepszych powieści, ale nie zmienia to faktu, że "O wiele więcej" to wspaniała historia, wciągająca i niezwykła. Zdecydowanie warto ją przeczytać i gorąco do tego zachęcam!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni Tania Książka!

sobota, 15 lipca 2017

Robyn Schneider - Początek wszystkiego


Ezra zawsze był w swojej szkole znany i lubiany, grał w tenisa, siedział podczas lunchu z najbardziej popularnymi osobami w szkole. Wszystko zmienia wypadek samochodowy, który przekreśla marzenia o karierze sportowej. Wydarzenie to uświadamia mu jednak, że nie wszystko było takie na jakie wyglądało. Do różnych wniosków pomaga mu dojść nowo poznana dziewczyna - Cassidy, która okazuje się być osobą wyjątkową. Czy kiedy wydaje się, że "świat się wali" można podnieść się i stworzyć swój nowy początek?

Wakacje to zawsze dobra pora, by przeczytać coś lekkiego. Przyznaję, że "Początek wszystkiego" przyciągnął mnie przez okładkę - bardzo wakacyjną i intrygującą. Liczyłam na lekką powieść i taką w gruncie rzeczy dostałam, choć nie całkowicie bezwartościową. Książka niesie pewne przesłanie, jest przede wszystkim bardzo życiowa i można naprawdę wiele mądrych myśli z niej zaczerpnąć. Pokazuje, że z każdej drogi jest jakieś wyjście, nawet gdy się załamujemy i wszystko przestaje mieć sens. Jak na młodzieżówkę niewątpliwie jest to jedna z mądrzejszych książek jakie czytałam. W ciągu tych 300 stron porusza mnóstwo ważnych tematów. Bardzo ważny jest tutaj wątek przyjaźni, czy tolerancji. Pojawia się oczywiście wątek miłosny, ale nie gra on tu głównej roli, choć również jest ważny, ale raczej jako przyczynek do pewnych zmian.Niestety nie wszystko było tak wspaniale...

Nie wiem, może trochę przejadłam się już młodzieżówkami i trudniej mnie zadziwić, ale "Początek wszystkiego" nie wywołał u mnie zbyt wielu emocji. Długo czytałam tę książkę, mimo, że była krótka. Jakoś trudno było mi się wciągnąć w fabułę, którą czytało mi się jakoś bez poruszenia. Mam wrażenie, że trochę trwało zanim cała historia się rozkręciła i dopiero wtedy powieść mnie wciągnęła. Być może wynika to z tego, że pojawia się tu schemat podobny do tych w innych młodzieżówkach, mamy dziewczynę tajemniczą, szarą myszkę i popularnego chłopaka. Co prawda nie jest to jedna powieść, gdzie mamy pewien schemat, jednak tutaj wyjątkowo mnie to uwierało, łączy się to pewnie z brakiem emocji, o których wspominałam. Uważam, że schematy nie są złe, jeśli dobrze wykreuje się fabułę wokół niego, wprowadzi coś nowego. "Początek wszystkiego" zaskoczył mnie dopiero na końcu, a nawet wzruszył. Nie spodziewałam się, że po ponad połowie książki, będzie mnie ona mogła jeszcze zaskoczyć i wywołać tak wyczekiwane przeze mnie emocje!

Tak jak już wspominałam kreacje bohaterów nie wyróżniają się niczym szczególnym. Mimo to ciekawa jest postać Cassidy, która do ostatnich stron pozostaje tajemnicza. Toby jest również jednym z tych bohaterów, który nieco się wyróżnia i jest bardzo sympatyczny.
Myślę, że "Początek wszystkiego" jest historią świetną na wakacje, niezbyt wymagającą, a jednocześnie pouczającą i choć trochę wyczekałam się na moment kiedy książka naprawdę mnie zaskoczy i wciągnie, to sądzę, że wielu osobom przypadnie do gustu. Jeśli szukacie prezentu dla nastolatka myślę, że ta powieść może być świetnym wyborem. Nie wszystko było idealnie, ale ostatecznie to całkiem przyjemna historia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

czwartek, 6 lipca 2017

Book Tour z "Friendzone" - zapisy!


Być może niektórzy z Was pamiętają Book Tour z "Utratą", który zorganizowałam dwa lata temu. Okazał się on świetnym pomysłem, a to że książka była czytana przez tyle osób i została przez nie podpisana dało mi wiele radości :) Dlatego dziś przychodzę do Was z drugim w historii bloga Book Tourem! :) Tym razem wędrować będzie książka Sandry Nowaczyk - "Friendzone", czyli mój patronat :) Jak pewnie wszyscy wiedzą, zabawa polega na podróży danej książki między blogerami. Jeśli jesteście zainteresowani przeczytaniem książki, którą recenzowałam tutaj, to gorąco zachęcam do zgłoszeń. Ze swojej strony mogę Wam serdecznie tę książkę polecić!

REGULAMIN:
  1. Book Tour ruszy jeśli minimum 4 osoby wyrażą chęć udziału. Przy czym, zgłaszać się mogą tylko osoby mieszkające na terenie Polski. Wysyłka za granicę pewnie byłaby pewnym kłopotem.
  2. Po zgłoszeniu się w komentarzu pod tym postem, proszę o przesłanie mi swoich danych adresowych i linku bloga na adres e-mail: michalina.kulinska@o2.pl
  3. O zgłoszenia proszę do 10 lipca, ale jeśli ktoś zgłosi się po tym terminie, przed zakończeniem Book Touru, to też znajdzie się miejsce :) Kolejność zgłoszeń będzie decydowała o tym w jakim porządku będzie wędrowała książka.
  4. Bloger, który otrzyma książkę, wpisuje swoje imię, bądź nick oraz adres bloga na tytułowej stronie. Super, jeśli będziecie zaznaczać swoje ulubione cytaty (super, jeśli karteczki indeksujące podpiszecie imieniem, czy nickiem), możecie nawet pisać swoje wrażenia na marginesach stron :) Ale jednocześnie bardzo proszę, abyście moją książkę szanowali jak swoją (czyli nie zaginali rogów itp.) ;)
  5. W ciągu 10 dni od otrzymania książki, należy przeczytać powieść i opublikować recenzję na swoim blogu, fajnie jeśli podeślecie mi później link do swojej opinii na podany e-mail :)
  6. W swojej recenzji należy zawrzeć informację o tym, że jest ona częścią akcji Book Tour (dodać link do regulaminu), a także, wstawić zdjęcie egzemplarza (tytułową stronę z wpisami uczestników).
  7. W końcu (w ciągu tych dziesięciu dni) trzeba wysłać książkę kolejnej osobie, a więc po przeczytaniu proszę o kontakt ze mną po przez maila, w sprawie danych adresowych następnego uczestnika. Proszę Was, by powieść była wysyłana listem poleconym, żeby nigdzie nie zaginęła! Super jeśli dodatkowo list będzie priorytetowy, by przesyłka znalazła się szybciej u kolejnej osoby :)
  8. Zgłaszając się do Book Tour zobowiązujecie się do przestrzegania powyższego regulaminu.
  9. Po zgłoszeniu się zostaniecie dopisani do listy uczestników :)
Jeśli macie jakieś pytania to śmiało, pytajcie :) Książkę prawdopodobnie wyślę w poniedziałek :)
Jeśli będziecie dodawać zdjęcia książki z Book Touru na instagrama, miło mi będzie jeśli mnie oznaczycie @ksiazkowy_swiat ;)

Książka już wyruszyła w podróż :)
LISTA UCZESTNIKÓW:
  1. Little Black - Miejsce dla słów
  2. Monika R. - Books&Culture
  3. Claudia Reads
  4. Lilianna M. Scott - Zaczytana Majka
  5. Paulina O. - Pasja naszym życiem 
  6. Meredith - Strefa czytania 
  7. blueberry_cake13 - Recenzje zwykłej czytelniczki
  8. Zaczytana Anielka
  9. Maleństwo - W Torbie
  10. Butka - Żyjąca z książkami 
  11. Sun Reads 
  12. wroclawianka czyta

środa, 5 lipca 2017

Sandra Nowaczyk - Friendzone


Tatum i Griffin znają się od dziecka. Rozumieją się bez słów i zawsze są dla siebie wielkim wsparciem. Przyjaźń jest dla nich najważniejsza i nie chcą, by kiedykolwiek przerodziła się ona w coś więcej, zresztą oboje mają partnerów. Wszystko zmienia bal maskowy, od jego momentu przyjaźń staje pod znakiem zapytania, bo żadne z nich tak naprawdę nie wie co zrobić z sytuacją, w której w grę wchodzą większe uczucia.

Bardzo lubię sięgać po debiuty, uważam, że każdy autor zasługuje na swoją szansę, dlatego z chęcią odkrywam nowych pisarzy. Jedne debiuty są lepsze, inne gorsze - wiadomo. Często fabuła jest jeszcze nie do końca dopracowana, styl nieoszlifowany, czasami dialogi są sztywne, albo jest ich zbyt dużo. Mimo to już po pierwszej książce autora, widać, że mimo pewnych potknięć, może mieć on potencjał. Dużym zaskoczeniem było dla mnie "Friendzone", debiut siedemnastoletniej autorki. Wydaje się, że to zbyt młody wiek na napisanie dobrej książki? Mimo, że sama jestem w tym samym wieku, miałam pewne wątpliwości, które zostały rozwiane już po kilku pierwszych rozdziałach. Sandra Nowaczyk stworzyła bardzo przyjemne New Adult, które nie jest też do końca bezrefleksyjne. Bardzo brakowało mi tego gatunku u polskich autorów, na szczęście coraz częściej zauważam tego typu książki, z czego bardzo się cieszę! Z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po debiut Sandry Nowaczyk i powiem Wam jedno, zazdroszczę, że lekturę tej książki macie dopiero przed sobą!

Sam pomysł na fabułę może wydawać się nieco banalny, w końcu nie jeden raz mamy do czynienia z parą przyjaciół, pomiędzy którymi rodzi się coś więcej. Autorka jednak ciekawie prowadzi fabułę, wtrącając do niej wiele innych interesujących wątków, dotykających problemów nastolatków. Skupiła się też na bohaterach drugoplanowych, którzy często są w książkach pomijani. Wśród nich bardzo ciekawą postacią jest Paige, kuzynka Tatum, która od początku owiana jest tajemnicą i aż do jej rozwiązania, intryguje co takiego stało się, że jest tak skryta i niedostępna. Bardzo podoba mi się także kreacja Kita, który jest dość specyficzną postacią, a jednak bardzo go polubiłam. Jeśli chodzi o kreacje Griffina i Tate są ciekawe, choć ich decyzje momentami irytują, czasami wydawały mi się całkowicie nielogiczne, ale w końcu o to w książce chodzi, by wzbudzić emocje. Są momenty, które trochę mi nie pasowały, były nieco przerysowane i według mnie naciągane. Jednak jestem pewna, że autorka dopracuje swój warsztat i kolejne książki będą jeszcze lepsze.
Można kłamać, oszukiwać lub zakopać miłość gdzieś głęboko pod ziemię, można zamknąć oczy i udawać, że jej nie ma albo uciec do niej. Ale ostatecznie do nas wróci. Bo miłość nie umiera. Po prostu. 
Najważniejsza w tej powieści jest przyjaźń. Autorka pokazała jak bardzo jest ona istotna. Od bohaterów bije szczerość z jaką darzą się tym uczuciem. Nikt inny nie jest w stanie zrozumieć ich tak dobrze jak Griffin i Tatum siebie nawzajem. Już jako dzieci byli pewni, że nigdy nie narodzi się z tego żadne wyższe uczucie, dlatego, gdy dochodzi do niespodziewanej sytuacji podczas balu maskowego nie wiedzą jak zorientować się w nowym położeniu. Sandra Nowaczyk w ciekawym stylu przekazała ważne wartości i stworzyła powieść, która nie nudzi. Oczywiście nie obyło się bez drobnych błędów, ale przyznam, że gdyby na okładce nie widniała data urodzenia autorki, to chyba nie domyśliłabym się, że mam do czynienia z książką młodej debiutantki. Tak naprawdę powieść jest napisana na naprawdę dobrym poziomie i sądzę, że porównanie do Estelle Maskame na okładce jest wyjątkowo trafne (choć naprawdę nie lubię takich porównań). Autorki mają podobną lekkość przekazu, a ich książki naprawdę wciągają.

Oczywiście nie trudno domyślić się zakończenia tej powieści już na początku lektury, ale w żadnym razie nie odbiera to przyjemności czytania. "Friendzone" to naprawdę przyjemna lektura, przy której można się odprężyć. Nie zabraknie radości i wzruszeń, a także emocji, gdy kibicujemy bohaterom, lub się na nich złościmy. Nie ulega wątpliwości, że Sandra Nowaczyk ma duży potencjał i pozostaje mi tylko trzymać kciuki, by każda kolejna książka była jeszcze lepsza. Gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki i objęcia ją patronatem dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

Jeśli jesteście zainteresowani przeczytaniem książki na dniach ruszy book tour, więc śledźcie bloga!

wtorek, 27 czerwca 2017

Elżbieta Rodzeń - Zimowa miłość


Ania i Michał jeszcze na studiach byli parą, kiedy ich związek wyglądał już na coraz bardziej poważny, uczucie stawało się coraz bardziej głębokie, Anna odeszła od Michała bez słowa, nie wyjaśniając mu powodów rozstania. Wtedy zdezorientowani i zagubieni, czy tak jest również teraz, kiedy spotykają się po latach? Wiele się zmieniło, Ania jest dyrektorem kliniki chirurgii plastycznej, Michał pracuje w szpitalu dziecięcym, do tej pory się unikali, jednak kiedy przyjeżdżają na tę samą konferencję, nie da się uniknąć spotkania.

Od zawsze uwielbiałam oglądać seriale medyczne, takie, w których każdy odcinek przynosi nowy przypadek medyczny, a poza tym można śledzić (czasem jeszcze ciekawsze) losy lekarzy pracujących w konkretnym szpitalu. Bardzo ubolewałam, że takich książek nie ma na polskim rynku wydawniczym, aż do teraz, kiedy pojawiła się książka Elżbiety Rodzeń. Gdy tylko przeczytałam opis, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać, bo to zdecydowanie coś dla mnie. Nie myliłam się, powieść okazała się strzałem w dziesiątkę! Jedyne nad czym ubolewam to dlaczego tak szybko ją przeczytałam. Pochłonęła mnie na kilka wieczorów, a później ze smutkiem ją odłożyłam. Naprawdę, żałuję, że nie ma wielu takich tytułów, czytałabym najprawdopodobniej każdy z nich! Taka książka powinna gwarantować emocje i w tym przypadku dokładnie tak jest, kiedy los szykuje głównym bohaterom niezłą niespodziankę, nie sposób odłożyć tę powieść na potem, koniecznie musiałam poznać dalszy ciąg. Książka podzielona jest na rozdziały dotyczące przeszłości i teraźniejszości, które się przeplatają. Nie ukrywam, że w pewnym momencie najbardziej interesowało mnie to co obecnie, z racji dość ekstremalnej sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie. Napięcie było ogromne, trudno było usiedzieć spokojnie. Przeszłość bohaterów również jest ciekawa, ale niektóre rozdziały nie mogły konkurować z teraźniejszością, były dużo mniej emocjonujące.

Bardzo się cieszę, że na rynku wydawniczym nareszcie pojawia się coś nowego. Do pewnego momentu literatura kobieca kojarzyła mi się z pewną monotonią. Książki te były przyjemne, ale nie wyróżniały się niczym szczególnym, aczkolwiek uwielbiam je czytać, bo zawsze są pewnym odprężeniem. Dzięki takim książkom jak "Zimowa miłość" przekonuję się, że także literatura kobieca może być emocjonująca. To powieść, która zdecydowanie wyróżnia się w swoim gatunku. Każda strona niesie ogromne napięcie i niepewność, bo tak naprawdę trudno przewidzieć dalszy rozwój zdarzeń. Sytuacja, w której znaleźli się bohaterowie wydaje się wręcz niespotykana, a jednocześnie jest ukazana tak realnie, że ja jako czytelnik mogłam bez problemu wczuć się w trudne położenie postaci. To co dzieje się przez sporą część książki wręcz zapiera dech w piersiach. Mam nadzieję, że takie zachęcenie Wam wystarczy, bo nie chciałabym Wam psuć niespodzianki jaką przygotowała autorka. Jedno jest pewne, podczas lektury tej książki nie da się nudzić, a wciąga ona tak, że naprawdę trudno odłożyć ją na później.

Podzielenie książki na rozdziały dotyczące teraźniejszości i przeszłości jest bardzo ciekawy. Dzięki takiemu rozwiązaniu wszystko jest przedstawione dużo przejrzyściej, niż gdyby wstawki dotyczące przeszłości pojawiały się jako wspomnienia bohaterów w czasie tego co dzieje się obecnie. Jak można się domyślić, książka opowiada o miłości, jest to jednak miłość dojrzała, wystawiona na próby. I chociaż wiem, że teraz brzmi to bardzo banalnie, to wcale tak nie jest. Nic nie jest w tej książce oczywiste, ani przesłodzone. Naprawdę, uważam, że jest to książka na najwyższym poziomie i już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam inne książki tej autorki. "Zimowa miłość" okazała się niesamowitą i wyjątkową historią i jestem niemal pewna, że kolejne książki Pani Elżbiety będą równie niezwykłe!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni BookMaster.pl!

środa, 14 czerwca 2017

Agata Przybyłek, Natalia Sońska - Przyjaciółki


Anna i Ludmiła poznały się jeszcze na studiach, wtedy zostały najlepszymi przyjaciółkami i od tej pory są dla siebie wsparciem na każdym życiowym zakręcie. Miłka próbuje spełniać swoje marzenia dotyczące fotografii, nareszcie nadarza się okazja, by móc realizować swoją pasję. Anna z kolei jest żoną marynarza dlatego długie miesiące spędza sama z małą córeczką. Chociaż obie są dla siebie wielkim wsparciem, żadna z nich nie była w tak trudnej sytuacji jak teraz...

Ostatnio coraz bardziej lubię sięgać po literaturę kobiecą, książki z tego gatunku zawsze są pewnym odprężeniem. Okładka "Przyjaciółek" sugeruje cukierkową historię o tytułowych przyjaciółkach, dlatego moje zaskoczenie było niemałe, gdy już po niespełna 30 stronach, zaczynają się dziać historie niczym z filmu akcji! Przez kilkadziesiąt stron nie mogłam się oderwać i z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów. Wydawało się, że w obliczu tych wydarzeń, wątek przyjaciółek trochę zniknął w tle. Tak jednak do końca nie jest, można zauważyć,że tak naprawdę co by się nie działo, Ludmiła i Anna są blisko siebie, wspierają się, nawet jeśli na pierwszy rzut oka tak bardzo tego nie widać. Chociaż przyjaźń chwilami została nieco przytłumiona kłopotami kobiet, głównie problemami w małżeństwie, to myślę, że ta przyjaźń w każdym momencie życia bohaterek, mniej lub bardziej została w książce ukazana. Pokazując, że czasami wystarczy mieć świadomość tego, że gdzieś jest przyjaciel, na którego zawsze możesz liczyć, nawet jeżeli akurat w tym momencie nie ma go obok.
Bo największą przeszkodą do realizacji marzeń jesteśmy my sami. Wymyślamy wymówki, bojąc się zmian.
Wydaje mi się, że pisanie książki we dwójkę wcale nie jest prostą sprawą, w końcu wszystko trzeba złożyć tak, by nie było żadnych sprzeczności. Tutaj tak naprawdę trudno jest wyczuć, że powieść pisały dwie autorki, oczywiście są jakieś różnice w stylu pisania, ale myślę, że gdyby na okładce nie widniały dwa nazwiska, mogłabym się nie domyślić, że w pisanie tej powieści były zaangażowane dwie osoby (choć może wynika to z tego, że znane mi są póki co jedynie książki Natalii Sońskiej, te Agaty Przybyłek dopiero przede mną). Treść jest tak spójna, każdy rozdział idealnie się ze sobą komponuje, że trudno jest mieć w tym przypadku jakiekolwiek zarzuty. Naprawdę autorkom należą się wielkie brawa, że udało im się tak świetnie zgrać! Dzięki temu możemy przeczytać historię, która wciąga już od pierwszych stron, nawet wzrusza, a czasami łamie serce. Niewątpliwie to jedna z tych książek, które dają do myślenia. Chociaż pewnych rzeczy w tej powieści można się domyślić, do końca w niepewności śledziłam losy bohaterów, końcówkę pochłonęłam w mgnieniu oka! Dodatkowo nie wszystko ułożyło się tak, jak się tego spodziewałam. Środek historii jest nieco słabszy, w pewnym momencie dzieje się trochę mniej, nie zmienia to jednak faktu, że nadal czyta się lekko i przyjemnie.

Świetne są kreacje bohaterek, Anna poukładana, twardo stąpa po ziemi, ponieważ codziennie musi sama zajmować się córeczką, wykonywać wszystkie domowe czynności. Musi też radzić sobie z tęsknotą do męża, kiedy ten na kilka miesięcy wypływa w rejs. Ludmiła to w pewnym sensie marzycielka, sama tak do końca nie wie czego chce, mąż dwoi się i troi, by kobieta miała to, czego tylko zapragnie. Ona sama jednak jest rozbita między byciem przy mężu, a szukaniem szczęścia gdzie indziej. Bohaterki zupełnie się od siebie różnią, a jednak przeciwieństwa się przyciągają, w końcu są najlepszymi przyjaciółkami. Autorki pokazały również kłopoty w związkach Anny i Ludmiły, dzięki którym widzimy, że nie zawsze jest kolorowo, ważne jest wsparcie przyjaciela, który zawsze gdzieś czuwa. Tak jak wspomniałam, nie dajcie się zwieść okładce, która sugeruje słodką historię, jaką ta powieść nie jest. Jest tu mnóstwo życiowych sztormów, które bohaterki starają się przetrwać, choć nie zawsze jest łatwo i nie zawsze wszystko układa się tak jak by się chciało.
Kiedy przysięgasz z kimś żyć na dobre i złe, masz obowiązek postępować tak, by przetrwać wspólnie nawet najgorsze życiowe sztormy. Za wszelką cenę.    
"Przyjaciółki" polecam kobietom w każdym wieku, myślę, że każda odnajdzie tutaj coś dla siebie. Gwarantuję, że tę historię pochłoniecie w kilka wieczorów, bo w pewnych chwilach naprawdę trudno się od niej oderwać. To książka, która niesie mnóstwo wzruszeń i zwrotów akcji, ale przede wszystkim pokazuje, że przyjaźń jest ważna. Przeczytajcie tę książkę - warto!

Za możliwość przeczytania tej książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!

niedziela, 11 czerwca 2017

Jojo Moyes - Zanim się pojawiłeś


[może zawierać spojlery]
Kiedy Lou traci pracę w kawiarni, jest zmuszona jak najszybciej znaleźć sobie nową, nie ma zbyt wielkiego wyboru, dlatego kiedy pojawia się dobrze płatna oferta opieki nad niepełnosprawnym mężczyzną, decyduje się wziąć tę pracę. Ma ona polegać głównie na towarzyszeniu Willowi, który dwa lata wcześniej uległ wypadkowi. Will nie ma łatwego charakteru, dlatego trudno jest się z nim dogadać, ale Lou robi co w jej mocy, by godziny, które ze sobą spędzają były jak najprzyjemniejsze.

"Zanim się pojawiłeś" choć zostało wydane już jakiś czas temu, ostatnio, za sprawą ekranizacji stało się dużo bardziej popularne. Ja również zaintrygowana pozytywnymi recenzjami i filmem musiałam sięgnąć po książkę. Oczekiwania miałam spore, ale jak się szybko okazało książka wciągnęła mnie bez reszty, wycisnęła morze łez i dogłębnie wstrząsnęła. Mimo, że wiedziałam jaki finał ma ta historia nie mogłam przestać płakać. Żałuję, że zwróciłam uwagę na tę książkę dopiero, gdy wokół niej zrobił się większy szum, ale lepiej późno, niż wcale. Swoją drogą chyba jeszcze nie spotkałam się z czymś takim, by tytuł drugiego tomu tak bardzo spojlerował zakończenie tomu pierwszego (jeśli jakimś cudem nie znacie tytułu drugiej części, nie radzę go poznawać, przed lekturą "Zanim się pojawiłeś"). Powieść Jojo Moyes zaskoczyła mnie oryginalnością, choć początkowo nie wydaje się że, może być aż tak wyjątkowa.
Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz.
Bohaterowie, których wykreowała autorka są niepowtarzalni. Will, arogancki i niemiły pod wpływem Lou staje się dużo bardziej otwarty niż po wypadku. Właściwie nie dziwię mu się, że po wypadku taki się stał, pewnie każdy zareagowałby inaczej, a on zareagował akurat tak. Nagle musi polegać na innych, podczas gdy wcześniej robił co tylko chciał. Lou skromna i jednocześnie zakręcona potrafi wywołać uśmiech nie tylko Willa, ale i czytelnika. Will zdecydowanie stał się jednym z moich ulubionych bohaterów literackich! Dialogi jego i Lou nie jeden raz doprowadzały mnie do śmiechu, uwielbiam gdy pojawia się w nich nutka ironii, a tutaj było tego sporo, nie wypadło to sztucznie, tylko bardzo naturalne, jakbym słyszała ich gdzieś na żywo. Styl jakim autorka się posługuje, jest niezwykle lekki i plastyczny, przez co czytało mi się bardzo szybko i z ogromną przyjemnością.

Autorka pokazała jak ważna w życiu człowieka jest druga osoba - przyjaciel, który po prostu będzie. Will zmienia się nie do poznania kiedy spotyka Lou, staje się dużo bardziej radosny i zgadza się na wszystkie szalone pomysły dziewczyny. "Zanim się pojawiłeś" to nie kolejny romans, z banalnym zakończeniem i mało oryginalnym pomysłem. Przeciwnie, to piękna historia o miłości, jedna z bardziej oryginalnych jakie kiedykolwiek czytałam i chociaż zakończenie jest takie, a nie inne, to po przemyśleniu sądzę, że dodało ono książce realizmu. Czy się z nim zgadzam? Nie jestem pewna, z jednej strony rozumiem dlaczego bohater tak postąpił, z drugiej gdy zamiast rozumem, pomyślę sercem, jest już trochę inaczej. Nie zmienia to jednak faktu, że to jedna z piękniejszych historii o miłości, jakie czytałam w ostatnim czasie. Bo autorka stworzyła coś zupełnie innego, niż mogłabym się tego spodziewać, wbrew tematyce, którą porusza, nie brakuje w niej radości i to jest naprawdę niesamowite. W jednej książce potrafiła połączyć dwa, jakże skraje uczucia - radość i smutek.
Po prostu żyj dobrze .Po prostu żyj.
"Zanim się pojawiłeś" to książka, która zmienia spojrzenie na pewne sprawy. Niesie ze sobą przesłanie. Uczy, by cieszyć się każdą chwilą, uśmiechać się do życia i pokazuje piękno miłości. To niesamowita historia, której nie zapomnę, bo jest po prostu niezwykła. Z pewnością nie spodziewałam się, że tak mną wstrząśnie, ale to zrobiła i cieszę się, że ją przeczytałam!
Gorąco Wam tę powieść polecam!

czwartek, 4 maja 2017

Brittainy C. Cherry - Ogień, który ich spala


Logan i Alyssa są najlepszymi przyjaciółmi, są dla siebie wsparciem w każdej chwili, w tych prozaicznych sprawach jaki i tych ważnych. Wydawać by się mogło, że są zupełnym przeciwieństwem. On dumny i zbuntowany, pochodzi z ubogiej rodziny i nie potrafi uwolnić się od narkotyków. Ona spokojna i grzeczna, z bogatej rodziny, kocha muzykę, której chciałaby się poświęcić. Zakochują sobie, ale czy ich miłość jest w stanie przetrwać?

Brittainy C. Cherry jakiś czas temu zawładnęła moim sercem za sprawą "Art&Soul", później poturbowała mnie emocjonalnie przez "Powietrze, którym oddycha". Teraz przyszedł czas na "Ogień, który ich spala", czy było równie świetnie jak przy dwóch wcześniejszych tytułach? Było dobrze, ale tylko dobrze. Przyznam, że jestem troszkę zawiedziona, bo po innych, jakże wspaniałych książkach tej autorki spodziewałam się nieco więcej. Tymczasem przez większą część książki nie mogłam znieść zachowania bohaterów, a ilość dramatów, które znalazły się w niej odrobinę mnie przytłoczyła. Mam wrażenie, że autorka trochę przedobrzyła ładując do książki problemy z przemocą, narkomanią, brakiem pieniędzy, porozumieniem z rodzicami i kilkoma innymi sprawami. Rozumiem, że autorka w ten sposób chciała stworzyć mocną warstwę psychologiczną, pokazując, że ludzi czasami przytłaczają kłopoty i nie zawsze sobie  nimi radzą. Myślę jednak, że tych trudności, z którymi zmagają się postacie jest za dużo jak na jedną książkę i ostatecznie wyszło dość słabo.

Bohaterowie w pewnym momencie nieźle zaczęli mnie irytować, ich ciągłe rozdarcie było nie do wytrzymania. Szczególnie chodzi mi tutaj o Logana. To jak potraktował Alyssę to jakieś nieporozumienie, miałam ochotę porządnie nim potrząsnąć. Dziewczyna jest dużo bardziej stabilna w tym co robi i czuje. To Logan sprawia wrażenie niezdecydowanego i rozchwianego emocjonalnie, w pewnym momencie chyba sam nie wie czego tak do końca chce. Alyssę oceniam dużo bardziej pozytywnie, jest zwyczajnie zakochana i zrobiłaby dla swojego chłopaka wszystko, może nawet jest zbyt zaślepiona, ale to Logan miesza jej w głowie. Zastanawia mnie to, że jest tak bardzo lojalny w stosunku do brata, ale zachowuje się jak totalny idiota w stosunku do Alyssy.
Sama fabuła jest bardzo ciekawa, wciąga, ale tak jak mówiłam autorka trochę przesadziła z ilością katastrof spadających na bohaterów. Gdyby nie to byłoby całkiem w porządku, bo pomysł był dobry, gdyby tylko okroić trochę ilość problemów, uznałabym ją za książkę ze świetną warstwą psychologiczną, ale autorka przedobrzyła, dlatego niestety tak nie powiem.

Nie mogę stwierdzić, że ta książka jest całkowicie zła, bo tak nie jest. Wciągnęła mnie na kilka godzin, bo mimo wszystkich mankamentów byłam ciekawa jak ostatecznie potoczą się losy bohaterów. Jednak nie zmienia to faktu, że przez zachowanie Logana chwilami miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Rozdziały prowadzone są z perspektywy raz Logana, raz Alyssy, przeważnie podoba mi się taki podział, bo mamy okazję poznać myśli każdego z głównych bohaterów, tak również jest w tym przypadku. Autorka postanowiła także podzielić powieść na dwie części, z której druga dzieje się po 5 latach, kiedy bohaterowie są już dorośli. Obie te części oceniam na równi, nie dostrzegłam jakiejś ogromnej przemiany w zachowaniu postaci, po prostu mamy okazję ich poznać z nieco innej strony (nie chcę spojlerować). Myślę, że w całej tej historii to Logan jest najważniejszy, może taki był zamysł, tego nie wiem, ale mam wrażenie, że Alyssa została trochę pominięta, a wszystkie sytuacje i problemy skupiają się głównie wokół niego. 

Książka zapowiadała się naprawdę świetnie, czekałam na nią z niecierpliwością, ale być może miałam zbyt duże oczekiwania, bo książka zwyczajnie ich nie spełniła, a przynajmniej nie w pełni. Mam nadzieję, że to tylko mały spadek formy i kolejna książka z serii "Żywioły" utrzyma poziom poprzedniczek - "Art&Soul" i "Powietrze, którym oddycha". Niestety, w tym przypadku obyło się bez większych zachwytów i choć powieść wciąga, to nie jest wszystko czego od niej oczekiwałam. Myślę jednak, że tak jak w przypadku każdej książki to kwestia gustu i wielu osobom "Ogień który ich spala" się spodoba.

Tę i inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania tej powieśći!


poniedziałek, 1 maja 2017

Alek Rogoziński - Do trzech razy śmierć


Róża Krull przekonana przez swojego PR-owca Pawła wyjeżdża na zjazd pisarek. Jest pewna, że będzie nudno, a perspektywa spędzenia kilku dni z koleżankami pisarkami także jej nie cieszy. Jedzie do pięknego dworku w Kopielnikach, gdzie w krótkim czasie okazuje się, że wcale nudno nie będzie. Podczas uroczystej kolacji otruta zostaje jedna z autorek, a co przeraża Róże najbardziej, wszystko wskazuje na to, że ktoś posłużył się pomysłem na morderstwo z jej książki.

Jeszcze do niedawna naprawdę bardzo rzadko czytałam jakikolwiek kryminał, kompletnie nie ciągnęło mnie do tego gatunku. Zmieniło się to jakiś czas temu i od tej pory próbuję nadrobić zaległości. W ten sposób trafiłam na książki Alka Rogozińskiego, w pewnym momencie wszędzie pojawiały się recenzje książek tego autora, dlatego postanowiłam w końcu przeczytać jedną z nich. "Do trzech razy śmierć" było świetnym wyborem! Coś, co od początku najbardziej mnie zastanawiało, to w jaki sposób można połączyć kryminał i komedię, wydawało mi się to niemal niemożliwe. Okazało się, że można i jest to jedno z ciekawszych połączeń, z jakimi miałam ostatnio do czynienia w książkach. Nie polecam tej powieści czytać w podróży, na przykład w autobusie, ludzie mogą dziwnie patrzeć kiedy niekontrolowanie parskniesz śmiechem - wiem coś o tym. Momentów, kiedy można się śmiać jest naprawdę sporo, na zły humor ta powieść jest najlepszym lekarstwem.

Powieść Alka Rogozińskiego wciąga od pierwszych stron, bo już wtedy mamy do czynienia ze zbrodnią, nie wiemy tylko do czego ją dokleić, szybko przewracamy kolejne strony, by dowiedzieć się o co tu chodzi. Aż tu nagle koniec. Tak, ta książka jest za krótka. Ledwo zaczęłam czytać, a już odkładałam ją na półkę. Z drugiej strony jest to atut, cały czas coś się dzieje, nie ma zbyt wielu "zapychaczy", uzupełniających wątków, które mogłyby być dodatkiem do głównej fabuły, czasem są interesujące i dawkują napięcie przy głównym temacie, co pewnie jest ich celem. W moim przypadku jednak, gdy akcja naprawdę mnie wciągnie, nic innego poza kluczowym wątkiem nie przyciąga mojej uwagi, dlatego cieszę się, że autor skupił się właśnie na nim. W przypadku "Do trzech razy śmierć" nie ma ani chwili nudy, każdy rozdział niesie nowe zwroty akcji, wszystko jest ważne dla głównego tematu powieści, dlatego naprawdę trudno oderwać się od lektury. Ciekawy jest przede wszystkim sam pomysł na fabułę, osadzenie jej w środowisku pisarzy, pełnym intryg i tajemnic budzi zainteresowanie. Najbardziej zastanawia ile w ukazanym od kuchni życiu literatów jest prawdy, bo na pewno trochę jest. Nie brak tu humoru z domieszką ironii, którą bardzo w książkach cenię.Dodanie do tego wszystkiego trzech blogerek to według mnie miłe docenienie i zwrócenie uwagi na środowisko blogów literackich. Świetne jest to, że osoby, które autor umieścił na kartach powieści są realne, tak jak ich blogi.

Ogromnym plusem są bez wątpienia wielobarwni bohaterowie. Sama Róża jest postacią dość ekscentryczną, jeśli coś sobie zaplanuje, za wszelką cenę dąży do osiągnięcia tego. Jej pomysły często budzą przerażenie asystenta Pepe, bo nigdy nie wiadomo, czy nie trzeba będzie Róży wyciągać z kłopotów. Morderstwa w czasie zjazdu pisarek, sprawiają, że podejmuje własne śledztwo i nic jej nie powstrzyma przed odkryciem prawdy. W książce jest ogromna różnorodność jeśli chodzi o charaktery pozostałych postaci, są te pełne ekspresji, ale też nieco bardziej skryte i spokojne.

Świetnie skonstruowana fabuła i ciekawe postacie składają się na to, że od tej historii trudno się oderwać. Już nie mogę się doczekać drugiego tomu z Różą Krull w roli głównej, jestem niemal przekonana, że będzie równie dobry i zabawny. Niecierpliwie czekam na kolejną dawkę śmiechu, Wam tymczasem polecam część pierwszą - "Do trzech razy śmierć"!

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej książki!

wtorek, 18 kwietnia 2017

Leisa Rayven - Zły Romeo


Cassie i Ethan kilka lat temu zagrali razem w spektaklu "Romeo i Julia", teraz spotykają się ponownie, by znowu stanąć razem na scenie. Między nimi wiele się zmieniło od tego czasu. Sztuka Szekspira ich połączyła, ale czy tak będzie przy innej sztuce, po latach unikania się? Ethan robi wszystko, by udowodnić Cassie jak bardzo się zmienił, by tylko ją odzyskać. Czy da się odbudować stracone zaufanie?

"Zły Romeo" jest książką, która zaintrygowała mnie od momentu pojawienia się pierwszych zapowiedzi. Co poradzę, że mam ogromną słabość do New Adult? Przekonały mnie także rekomendacje znanych autorek na okładce, ale czy okazały się gwarancją udanej lektury? Właściwie już od pierwszych stron akcja nabiera tempa i nie zwalnia aż do końca, również za sprawą podzielenia rozdziałów na przeszłość i teraźniejszość, dzięki czemu właściwie cały czas dzieje się coś intrygującego. Zastosowanie tego pomysłu pozwala nam także zobaczyć co takiego stało się między bohaterami, poznać dokładnie wszystkie motywy, myśli i emocje jakie im towarzyszyły.

W książce może nie ma bardzo wiele wątków erotycznych, ale jednak są i choć pojawiają się praktycznie w każdej książce New Adult, to przyznam, że stały się nieco powszechne, podobnie jak wzdychanie do bohatera co kilka stron, czego w tej książce nie brakuje. Każdy gatunek rządzi się swoimi prawami i z pewnością wielu osobom nie będzie to przeszkadzać, ale po przeczytaniu wielu książek NA mnie zaczęło to lekko irytować. Przy owym "wzdychaniu"rodzi się kolejna wada. Bohaterowie są dość żywiołowymi charakterami, jednak momentami Cassie zachowuje się jak napalona, a tym samym staje się dość męczącą postacią. Jest też narratorką, dlatego dość często mamy okazję śledzić jej myśli o intymnych sferach ciała Ethana, co... cóż po pewnym czasie stało się naprawdę denerwujące. Podobnie jest z Ethanem, który stara się usprawiedliwić przed zbliżeniem się do Cassie (co dość średnio mu wychodzi), przyznaję jednak, że pomysł na stworzenie tego wątku (nie chcę zbyt wiele ujawniać) był dobry i sprawił, że fabuła była intrygująca, a czytelnik mógł zastanawiać się kiedy nareszcie nastąpi moment zbliżenia. Choć myślę, że mógł zostać jeszcze trochę dopracowany, by być bardziej wiarygodnym.

Motyw włączenia do fabuły książki innego dzieła - "Romea i Julii" jest naprawdę bardzo ciekawy. W końcu tak romantyczne połączenie spektaklu Szekspira i bohaterów "Złego Romeo" grających w owym spektaklu musi być ciekawe i według mnie jest. Same przygotowania do przedstawienia są opisane świetnie, podobnie sam moment jego wystawienia. Książka jest naprawdę wciągająca, potem robi się nieco bardziej spokojnie, ale nadal ciekawie. Chociaż schemat pojawiający się w wielu tego typu książkach jest zachowany, to książka jest napisana w bardzo interesujący sposób w ciekawym stylu i gdyby nie irytujące zachowanie bohaterów wszystko byłoby świetnie. "Zły Romeo" należy do trylogii i przyznam, że według mnie ta historia mogłaby się mieścić w jednym tomie, ale jestem ciekawa co takiego autorka mogła zawrzeć w kolejnych, dlatego pewnie po nie sięgnę.

Jak bardzo "Zły Romeo" jest zły? O tym przekonacie się jeśli sięgniecie po książkę, mimo pewnych wad sądzę, że jest ona godna polecenia. Sama fabuła jest naprawdę interesująca i wciągająca, mam nadzieję, że w kolejnych tomach autorka dopracowała także bohaterów, wtedy ta książka jeszcze bardziej zyska w moich oczach!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

niedziela, 2 kwietnia 2017

Liane Moriarty - Wielkie kłamstewka


Madeline, Jane i Celeste poznają się za sprawą swoich dzieci, które chodzą do tego samego przedszkola. Kobiety są zupełnie różne, ale zaprzyjaźniają się i wspierają. Jane ma problemy z synkiem, Madeline przestaje dogadywać się z córką, wydaje się, że tylko Celeste jest w idealnym związku, a może jednak to ona ma najgorzej? Na wieczorku integracyjnym, do którego wszyscy intensywnie się przygotowywali zdarzyło się "coś"... zbrodnia, może wypadek? W każdym razie ktoś nie żyje.

Trochę mi głupio, bo na przeczytanie powieści "Wielkie kłamstewka" zdecydowałam się dopiero wtedy, gdy pojawił się serial. Po obejrzeniu pierwszych zwiastunów, postanowiłam zapoznać się z książką i chociaż wcześniej już o niej słyszałam jakoś wówczas nie zwróciłam na nią szczególnej uwagi. Szkoda, bo okazała się naprawdę interesującą lekturą. Spokojne miasteczko okazało się być dużo bardziej tajemnicze niż mogłoby się wydawać. Akcja rozpoczyna się zamieszaniem na wieczorku integracyjnym, nie wiemy jednak o co chodzi i nie dowiemy się zbyt szybko... Po tej sytuacji przechodzimy do codziennego życia naszych bohaterek sprzed wieczorku integracyjnego. Poznajemy domysły różnych osób co do przyczyny tego, co zdarzyło się tej pamiętnej nocy. Czy dzięki temu możemy ułożyć układankę i dowiedzieć się kto nie żyje? Może ktoś się domyśli, ale ja żyłam w niepewności do samego końca. To sprawiło, że ostatnie strony całkowicie mnie pochłonęły. Powieść zaczęłam czytać między końcowymi odcinkami serialu, dlatego moje zaciekawienie się wzmogło i zarwałam noc by w końcu dowiedzieć się co takiego się wydarzyło.

Można by się zastanawiać, co ciekawego może być w codziennym życiu bohaterów, okazuje się jednak, że miasteczko, w którym autorka osadziła fabułę jest siedliskiem wielu intryg i tajemnic. Wszystko toczy się właściwie wokół problemu, który pojawił się w przedszkolu. Nie wiadomo kto dręczy jedną z dziewczynek, podejrzenia padają na syna Jane, a sprawy posuwają się dość daleko. Wydaje się, że wszystko szybko się wyjaśni, a jednak sprawa staję się tematem rozmów wszystkich rodziców i staje się coraz bardziej zagadkowa. Przy tym wychodzą na jaw inne fakty z życia głównych bohaterek. Autorka porusza wiele trudnych tematów, wplata je między pozornie zwyczajną, czasem nawet zabawną historię. Porusza problem przemocy i pokazuje, że może ona dotyczyć każdego, niezależnie od wieku, czy pozycji społecznej. Chociaż od początku książki wiemy, że na końcu ktoś zginie, jednak mimo to zakończenie jest zaskoczeniem.

Ogromnym atutem tej powieści są niezwykle dopracowane postacie. Każda jest zupełnie inna, Madeline jest niesamowicie żywiołowa, Jane całkowicie zamknięta w sobie, a Celeste podobnie jest bardzo skryta i smutna, choć wydaje się,że ma wszystko. Ich charaktery są różne, a jednak zostają przyjaciółkami - na dobre i na złe. Wielobarwność wszystkich postaci jest sporym plusem, sprawia, że książka staje się wyjątkowa, a postacie zapadają nam w pamięć, bo nie są jednolite.
Podoba mi się, że mimo, iż autorka stworzyła powieść, w której poruszyła wiele trudnych tematów, nie zabrakło tutaj też humoru. Poza tym uzupełnianie rozdziałów wypowiedziami różnych osób, które w jakiś sposób były powiązane ze zdarzeniami w książce. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem, podobnie jak z tym, by od początku zapowiedziane było, że coś się wydarzy, chociaż nie wiemy co, więc śmierć jednej z postaci nie powinna być dla nas niespodzianką. Jednak wszystkie te czynniki składają się na to, że książka naprawdę wciąga i jak najszybciej chcemy poznać zakończenie.

Żałuję, że tak późno zwróciłam uwagę na tę książkę, ale lepiej późno, niż wcale, dlatego jeśli jeszcze nie znacie "Wielkich kłamstewek" zachęcam do zapoznania się z lekturą! Wielobarwne postacie, wiele interesujących wątków, wciągająca fabuła, sprawiły, że jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Czas spędzony z tą książką z pewnością nie był stracony!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni Tania Książka!

poniedziałek, 27 marca 2017

Kirsty Moseley - Chłopak, który chciał zacząć od nowa


Jamie zaczyna nowe życie, właśnie wyszedł z poprawczaka i zamierza na zawsze zerwać z kryminalną przeszłością. W klubie poznaje Ellie, dziewczyna zerwała z chłopakiem i nie chce na nowo się wiązać, a jednak zakochują się w sobie. Problem w tym, że chłopak ukrywa przed Ellie swoją mroczną przeszłość, która daje o sobie znać. Czy uda mu się całkowicie zerwać z tym co było?

Niedawno dość popularna na polskim rynku wydawniczym była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno", bardzo byłam ciekawa tej pozycji, ale nie zdążyłam się z nią zapoznać, bo pojawiła się kolejna powieść Moseley - "Chłopak, który chciał zacząć od nowa". Zaintrygowana mroczną przeszłością bohatera, z nadzieją na coś nowego sięgnęłam po powieść. Im więcej czytam New Adult, tym bardziej stałam się wymagająca, chyba właśnie dlatego pierwsze strony nie zrobiły na mnie wrażenia. Relacja łącząca Ellie i Jamiego wydała mi się dość banalna, spotykają się w klubie, spędzają ze sobą noc i rodzi się miłość. Bardzo żałuję, że autorka zdecydowała się w tak mało oryginalny sposób rozpocząć znajomość bohaterów, bo właśnie to najmniej do mnie przemówiło. Pierwsze spotkanie postaci zaskoczyło mnie też pewną nielogicznością, na przykład Ellie widząc Jamiego stwierdza, że wygląda na dwadzieścia jeden lat, doceniam niezwykłą dokładność, ale czemu akurat tyle, nie rok mniej czy więcej? No, ale okazuje się, że bohaterka idealnie trafiła z wiekiem - niezła precyzja. Całe szczęście czytając dalej, było coraz mniej takich sytuacji.

Dużo bardziej niż wątek miłosny przemówił do mnie wątek przeszłości Jamiego i jego połączenie z teraźniejszością, który wprowadził do książki nieco tajemniczości i ożywił całą tę historię. Gdyby nie on, książka nie wyróżniałaby się niczym szczególnym. Myślę, że dzięki temu zyskała też właśnie relacja miłosna, bez tej nieco kryminalnej przeszłości bohatera, mam wrażenie, że byłaby ona nudna. To właśnie przeszłość Jamiego sprawiła, że śledziłam tę historię z pewnymi emocjami i zaciekawieniem. Wprowadził nieco akcji, po trochę mdłych scenach miłosnych bohaterów, bo niestety ale w pewnych momentach robiło się sztucznie i zbyt słodko. Pomysł na tę książkę był naprawdę dobry, ale według mnie jego realizacja powiodła się tylko w połowie. Niestety, bo dostrzegam tu spory potencjał, który trochę spalił się na mało logicznych wypowiedziach, zbyt słodkich momentach, czy sztuczności w rozmowach bohaterów.

Jeśli chodzi o samych bohaterów, to Ellie wydała mi się zbyt wyidealizowana, z czasem jednak jakby stała się dojrzalsza. Jak to już bywa z niegrzecznymi bohaterami, to Jamie bardziej zdobył moją sympatię. Ma przestępczą przeszłość, która za sprawą różnych czynników, zaczyna coraz bardziej kolidować z teraźniejszością, mimo, że chłopak chciałaby zacząć wszystko od nowa. Myślę, że wprowadzenie wątku kryminalnego do tej historii było najlepszym pomysłem, zyskali na tym bohaterowie, którzy stali się dużo bardziej barwni, ich związek, który dzięki temu jest mniej szablonowy i rozwój akcji, która nabrała tempa. Zakończenie pozostaje otwarte i pozostawia w oczekiwaniu na kolejny tom. Może moim priorytetem nie będzie, by zapoznać się z drugą częścią losów Jamiego i Ellie, ale przyznam, że zakończenie budzi moją ciekawość.

"Chłopak, który chciał zacząć od nowa", to powieść, która może nie jest najlepszą z gatunku New Adult jaką czytałam, ale ostatecznie wciąga i intryguje. Jestem trochę zawiedziona, bo liczyłam na nieco więcej, ale to pewnie dlatego, że coraz trudniej mnie zaskoczyć. Myślę jednak, że wielu osobom ta powieść może przypaść do gustu i będą nią bardziej ode mnie usatysfakcjonowani.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu HarperCollins!

czwartek, 16 lutego 2017

Agnieszka Olejnik - Nieobecna


Bliźniaczki Julita i Julia co jakiś czas zamieniają się tożsamościami, Julita wchodzi w skórę Julii, przebywa w jej wielkim domu, opiekuje się jej dzieckiem, w czasie gdy Julia spotyka się z kochankami. Wszystko zawsze szło dobrze. Nikt się nie zorientował. Dochodzi jednak do niespodziewanej sytuacji, podczas jednej z zamian Julia wraz z mężczyzną zostaje znaleziona w mieszkaniu Julity. Nikt nie wie, że to właśnie Julia nie żyje, wszyscy są przekonani,że to Julita. Czy ktoś się zorientuje? A może Julita wyprowadzi ich z błędu?

Agnieszka Olejnik ma na swoim koncie już sporo książek, po które już od jakiegoś czasu zamierzałam sięgnąć. Skłaniałam się jednak bardziej ku obyczajówkom, ale ostatecznie zaintrygowana opisem zdecydowałam się zacząć od "Nieobecnej", czyli kryminału. Myślę, że była to dobra decyzja, bo książka okazała się niezwykle wciągająca. Autorka przede wszystkim zaskoczyła mnie pomysłem, nigdy nie sądziłam, że z tak bajkowego schematu jak zamiana ról, można stworzyć tak nieprzewidywalny kryminał! Może nie jest to wątek całkowicie nowy, ale sam fakt, że autorka potrafiła go wykorzystać w zupełnie inny, świeży sposób, jest dla mnie dużym plusem. Przyznam, że pierwsze 200 stron nie zwiastowało, że książka będzie tak zaskakująca. Na początku śledzimy głównie nową rolę Julity, to, jak opiekuje się siostrzeńcem i dogaduje się z mężem zmarłej siostry. Przypomina to obyczajówkę i  bałam się, że tak będzie do końca. Po przekroczeniu połowy książki, coś się ruszyło i zaczęło się robić coraz bardziej zaskakująco, na jaw zaczęły wychodzić zupełnie nowe fakty, pojawiło się coraz więcej pytań. Dlatego od tego momentu naprawdę trudno było mi odłożyć książkę na później.

Na pochwałę zasługują przede wszystkim kreacje bohaterów, wydaje, że przy kryminałach portrety psychologiczne powinny być naprawdę dobrze zarysowane, by móc "wniknąć" w bohaterów, zaobserwować ich zachowania, myśli, ale jednocześnie nie domyślić się przez to, jaki będzie finał całej historii. Myślę, że Agnieszce Olejnik znakomicie się to udało. Dogłębnie poznajemy myśli Julity, obserwujemy jej bezradność, strach, codzienne rozterki. W tym przypadku tym lepiej możemy poznać sytuację głównej bohaterki, ponieważ jest ona jednocześnie narratorką. Z czasem okazuje się, że osoba, którą udaje, skrywała wiele sekretów, o których Julita nie miała pojęcia. Siostra ukrywała przed nią, znacznie więcej niż mogła się spodziewać, dlatego tym trudniej jest jej "grać" Julię. Ma nadzieję na jak najszybszy rozwód z mężem Julii - Patrykiem. Jego postać również wykreowana została bardzo wiarygodnie i ciekawie.

"Nieobecna" to lektura wciągająca i nieprzewidywalna. W pewnym momencie zaczęłam podejrzewać niemalże wszystkich i choć coś tam świtało mi, kto może być mordercą, to nie miałam pojęcia jak to wszystko ze sobą połączyć. Dotychczas rzadko czytałam kryminały, jednak chciałabym to zmienić, a takie książki jak "Nieobecna" tylko zachęcają, by poznać więcej powieści z tego gatunku. Jestem pełna podziwu dla intrygi, którą stworzyła autorka. Po dość zwyczajnym początku, który nie zwiastował wielkich zaskoczeń i tak naprawdę nie pozwalał by całkowicie się wciągnąć, od połowy naprawdę nie mogłam się oderwać. Od tego momentu książka dostarczyła także całe mnóstwo emocji. Wydaje mi się, że wcześniejszy spokojny tryb akcji miał na celu stopniowanie napięcia, by powoli wprowadzać nowe wydarzenia, niepokój i coraz bardziej zaskakiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że był jak dla mnie troszkę nudny.

Nie znam książek literatury obyczajowej Agnieszki Olejnik, ale jeśli są równie dobre jak "Nieobecna", to już nie mogę się doczekać kiedy sięgnę po którąś z nich! Pierwsze spotkanie z jej powieściami zaliczam do jak najbardziej udanych i gorąco polecam każdemu tę książkę!

Tę powieść oraz inne książki dla kobiet znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka

poniedziałek, 13 lutego 2017

Magdalena Witkiewicz - Pracownia dobrych myśli


Na ulicy Przytulnej 26 mieszkają właściwie obcy sobie ludzie. Kiedyś, kiedy babcia Pelagia miała tam swoją pracownie krawiecką mieszkańcy byli radośni, zadowoleni, po jej śmierci w budynku zamieszkali przypadkowi ludzie. Przez lata w miejscu pracowni były przeróżne sklepy, w końcu wnuk otwiera tam kwiaciarnię. Może teraz nareszcie zagości tam szczęście?

Na temat książek Magdaleny Witkiewicz słyszałam już mnóstwo dobrego. Trochę zajęło mi by samej przekonać się, czy książki tej autorki przypadną mi do gustu, ale w końcu zdecydowałam się zacząć od "Pracowni dobrych myśli". Myślę, że dobrze wybrałam, bo powieść bardzo przypadła mi do gustu, choć spodziewałam się czegoś więcej. Przede wszystkim książka jest idealna na wszystkie smutki, bo świetnie potrafi poprawić humor - temu nie da się zaprzeczyć. Autorka zaserwowała nam pełną uroku historię, mało realną, ale tak przyjemną, że szkoda było mi ją kończyć. Historia jest przepełniona optymizmem, pozwala na chwilę oderwać się od codzienności, by obserwować życie kilku osób, które nie mają jakiś wielkich problemów, poza tym, że są samotni. Do momentu stworzenia przez jednego z mieszkańców kwiaciarni, sąsiedzi poza grzecznościowym "dzień dobry" nie nawiązywali ze sobą kontaktów. Nagle wszystko się zmienia i powoli zaczyna się układać.

W powieści pojawiają się niezwykle sympatyczni bohaterowie, szczególnie zapada w pamięć pani Wiesia, kobieta, która wie wszystko o wszystkich, lubi ludzi, których codzienni obserwuje ze swojego okna. Dużo wie, bo ogląda telewizje, no i bardzo nie lubi kłopotów - o tym dowiadujemy się właściwie w każdym rozdziale, a może nawet częściej. Początkowo wywoływało to na mojej twarzy uśmiech, ale w pewnym momencie zaczęło zwyczajnie irytować. Rozumiem, że autorka miała taki zamysł, ale te frazy pojawiały się nieco zbyt często. Poznajemy również wielu innych bohaterów, ale to właśnie pani Wiesia jest najbardziej charakterystyczna w całej tej powieści, do tego o niej właściwie dowiadujemy się najwięcej. Bohaterów jest tutaj sporo, ale tak naprawdę o pozostałych - malarce Grażynie, czy właścicielu kwiaciarni Florianie wiemy niewiele. Mimo tego, nie sposób ich nie polubić.
Zawsze jest najpierw źle, by potem było dobrze. I by to "dobrze" lepiej nam smakowało.
Autorka tak naprawdę opowiedziała nam historię zwyczajnych ludzi w nieco nierealny sposób. Nie ma tu jakiś większych zwrotów akcji, które całkowicie by nas zaskoczyły. Nie można jednak odmówić książce pewnej magii i klimatu. "Pracownia dobrych myśli" daje nadzieję, opowiada o miłości, przyjaźni, szczęściu - wszystkim co w życiu ważne. Cała historia nastraja optymistycznie i otula ciepłem, mamy też okazję by trochę się pośmiać, ponieważ niejednokrotnie dialogi lub sytuacje były naprawdę zabawne. Bardzo podoba mi się również styl autorki, lekki i plastyczny.

Po wielu książkach opowiadających historię nieszczęśliwej miłości, chyba miałam ochotę na taką powieść jak "Pracownia dobrych myśli", o zwyczajnych ludziach, choć nieco nierealną. Może nie spełniła w stu procentach moich oczekiwań, jednak na pewno nie jest to ostatnia książka Magdaleny Witkiewicz, po którą sięgnęłam. Jeśli kolejne powieści czyta się równie przyjemnie jak tę, na pewno regularnie będę czytać książki tej autorki. "Pracownia" naprawdę mnie wciągnęła, z żalem odkładałam ją na półkę, właściwie żałuję, że powieść nie jest troszkę dłuższa. Mimo pewnych mankamentów, powieść gorąco polecam!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Tania Książka!

środa, 8 lutego 2017

Opracowanie zbiorowe - Księgarenka przy ulicy Wiśniowej


Pan Alojzy po wielu latach prowadzenia swojej księgarni, chce ją zamknąć. Postanawia jednak najpierw swoich stałych bywalców obdarować książkami, które mają wskazać im odpowiednią drogę. Nie spodziewa się, że dla każdego z nich Księgarenka jest czymś tak ważnym, każdy ze smutkiem opuszcza ją po raz ostatni. Ale podjął już decyzję, z którą nosił się od dawna - likwiduje Księgarenkę.

Wyobraźmy sobie piękną zimę, za oknem wszystko dookoła jest białe, sypie śnieg, my siedzimy w wygodnym fotelu, z kubkiem gorącej herbaty i książką - "Księgarenką przy ulicy Wiśniowej". Pozycją wprost idealną na mroźną pogodę, gdy zupełnie nie ma się ochoty wychodzić z domu. Myślę, że tak jak ja nie będziecie chcieli odłożyć tej książki! Autorzy spisali się naprawdę wspaniale tworząc historie o różnych bohaterach, a jednak połączone wspólnym elementem - księgarnią. Przed świętami przychodzą do niej wszyscy stali klienci, by usłyszeć smutną wiadomość o zamknięciu ich ulubionego miejsca, książkowe prezenty od Pana Alojzego każdy z nich traktuje inaczej. Czy po lekturze wybranych książek odnajdą właściwą drogę w życiu? Znajdujemy tu odniesienia do konkretnych tytułów, takich jak "Zabić drozda", "Alicja w Krainie Czarów", czy "Mały Książę". Myślę, że to bardzo dobry pomysł, bo ciekawiej jest znaleźć przesłanie z istniejącej książki, niż wymyślonej tylko na potrzeby opowiadania.

Każde z opowiadań jest wyjątkowe, zwykle omijam taką twórczość, bo w tak krótkiej historii nawet nie zdążę poznać bohaterów, wciągnąć się w fabułę, a opowiadanie już się kończy. Tym razem postanowiłam zaryzykować i przeczytać "Księgarenkę przy ulicy Wiśniowej", nie żałuję, bo bardzo przyjemnie spędziłam czas. Każdy z autorów stanął na wysokości zadania, dlatego trudno mi wśród opowiadań znaleźć faworytów. Na pewno jednym z opowiadań, które najbardziej mnie wzruszyło i autentycznie nie potrafiłam w pewnym momencie powstrzymać łez, pochodziło spod pióra Gabrieli Gargaś. "Oswoić szczęście" opowiadało historię chłopca wychowywanego przez babcie, który jest samotny. Przychodzi do Księgarenki by w wysłużonym fotelu poczytać książki, dlatego zamknięcie jej, jest dla niego sporym ciosem. Przypadło mi do gustu także opowiadanie Marty Obuch, nigdy nie czytałam książek tej autorki, ale czuję się zachęcona by po jakąś sięgnąć. Początkiem i zakończeniem całej historii Pana Alojzego zajęła się Liliana Fabisińska, myślę, że naprawdę świetnie jej to wyszło. Tak naprawdę każde opowiadanie miało w sobie coś magicznego i nie było takiego, które nie spodobałoby mi się wcale. Jedne zabawne, inne wzruszające - każdy znajdzie coś dla siebie.
Żeby zrozumieć drugiego człowieka, musisz wejść w jego skórę i pochodzić w niej trochę.
Wielokrotnie wspominam, że w takich książkach jak ta - świątecznych liczy się dla mnie klimat. "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" bez wątpienia go posiada. Ma wspaniałą świąteczną magię, co prawda czytałam zbiór sporo po świętach, ale pozwala on poczuć niezwykły świąteczny nastrój. Na pewno każdy książkoholik będzie zadowolony z obecności wspomnianych już, znanych książek, do których nawiązują opowiadania. To właśnie również tworzy niezwykły klimat. Myślę, że każdy znajdzie opowiadanie, które mu się spodoba, ponieważ bohaterów cechuje różnorodność charakterów - w końcu zostali wykreowani przez różnych autorów, a więc na pewno znajdzie się taki, z którym się utożsamimy.

Polecam "Księgarenkę" nie tylko na świąteczny czas, ja bardzo przyjemnie spędziłam z nią czas już po świętach. Niektóre są bardziej emocjonujące, inne mniej. Czasami wzruszające, innym razem zabawne. Jednak każda skłania do pewnych refleksji, a jednocześnie zapewnia nam relaks i przyjemność czytania tych wyjątkowych historii. Bardzo jestem ciekawa powstałych wcześniej zbiorów opowiadań świątecznych Wydawnictwa Filia, pewnie jeszcze troszkę potrwa zanim po nie sięgnę, ale myślę, że zapewnią mi równie przyjemnie spędzony czas.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję serdecznie Księgarni Tania Książka, gdzie znajdziecie tę książkę oraz inne nowości!

sobota, 21 stycznia 2017

Natalia Sońska - Obudź się, Kopciuszku


Alicja praktycznie nie rozstaje się ze swoją pracą w szpitalu, bierze praktycznie każdy dyżur, także w czasie świąt. Kiedy przyjaciele proponują jej wyjazd na Sylwestra w góry, decyduje się wyjechać tylko po to, by później dali jej spokój. Wśród górskich szczytów spotyka Michała, ratownika TOPR-u, zbliżają się do siebie, jednak zanim zdążą się bliżej poznać, Alicja ucieka bez słowa...

Książki, których akcja toczy się w okolicach świąt, według mnie muszą mieć przede wszystkim jedno - odpowiedni klimat. Dla mnie jest to punkt obowiązkowy każdej takiej historii. Muszę poczuć świąteczną, zimową atmosferę całą sobą, oczami wyobraźni zobaczyć spadające płatki śniegu, choinkę, czy w tym przypadku przepiękny górski krajobraz. Cóż by to była za książka, gdyby nie posiadała tej niesamowitej zimowej atmosfery? "Obudź się, Kopciuszku" już na wstępie otrzymało ode mnie ogromny plus, bo ten klimat bez dwóch zdań posiada. Autorka w tak piękny sposób opisała wypad w góry, przez cały czas, kiedy czytałam, pragnęłam znaleźć się tam i wraz z bohaterami podziwiać widoki. Dodatkowy plus zdobyła u mnie nawiązaniem do bajki o Kopciuszki, które dodaje tej historii niezwykłego uroku, magii.  W bajce ostatecznie wszystko kończy się happy endem, czy tutaj także?

Kiedy czytałam debiut autorki - "Garść pierników, szczypta miłości", zauroczył mnie styl pisania, piękne opisy, ciepło które wyczuwa się podczas czytania. W najnowszej książce Natalii Sońskiej również trudno nie zakochać się w przepięknych opisach, które zazwyczaj mnie odstraszały, jednak w tym przypadku było inaczej. Trudno mi powiedzieć, która z tych dwóch zimowych powieści bardziej mi się podobała, bo każda miała w sobie coś wyjątkowego. "Obudź się, Kopciuszku" miało mi towarzyszyć przez kilka poświątecznych dni, ostatecznie jednak fabuła tak mnie wciągnęła, że po niedługim czasie lektury, z żalem odkładałam książkę na półkę. Pojawiło się tu kilka zwrotów akcji podczas których z jeszcze większym zaangażowaniem śledziłam fabułę powieści. Podoba mi się również realna kreacja bohaterów. Jeśli chodzi o fabułę to w pewnym momencie nieco zaczęły mnie denerwować ciągłe ucieczki bohaterki, choć także fabule nie można odmówić realności. Cała historia jest słodka, ale na pewno nie przesłodzona.

Warto coś powiedzieć o bohaterach, których po prostu nie da się nie nie polubić, mam na myśli nie tylko postacie pierwszoplanowe, ale i drugoplanowe. Tak jak już wspominałam, są osobami z krwi i kości prawdziwymi. Na głębsze zrozumienie głównej bohaterki - Alicji pozwalają jej wspomnienia, co jakiś czas pojawiające się w książce, okazały się one bardzo dobrym pomysłem, ponieważ początkowo trudno było zrozumieć jej decyzje. Cała historia bohaterki budzi emocje, które towarzyszą czytelnikowi cały czas podczas lektury.

Niezwykły klimat "Obudź się, Kopciuszku" całkowicie mnie kupił, nie byłam wstanie oprzeć się urokowi tej powieści. Intrygująca fabuła, ciekawi bohaterowie - to po prostu książka idealna na zimowy okres! Takim sposobem autorka stała się jedną z moich ulubionych, na której książki z pewnością będę czekać!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!

niedziela, 15 stycznia 2017

Tarryn Fisher - Mimo twoich łez


Leah i Caleb zostali rodzicami. Leah, którą z pierwszej części trylogii pamiętamy jako intrygantkę, kompletnie nie może odnaleźć się w nowej roli. Co innego Caleb, który od początku jest zauroczony swoją córką. Kobieta mówi, że to depresja poporodowa, ale czy rzeczywiście tak jest? Leah uwielbia wygrywać i tym razem także wygrała, wyrywając Olivii Caleba, jednak czy uda im się wszystko ułożyć?

Pierwsza część trylogii opowiadająca o miłosnym trójkącie, okazała się inna, oryginalna, mimo, schematu, który się w niej pojawił. Z zaciekawieniem sięgnęłam po "Mimo twoich łez", by poznać dalszy ciąg tej historii, tym razem opowiedzianej przez Leah. Jest to postać naprawdę ciekawa, poprzez manipulatorski charakter, kłamstwa i intrygi są cały czas obecne w jej życiu, dlatego narracja z jej punktu widzenia okazała się równie ciekawa jak Olivii. Toksyczna miłość obecna w pierwszej części pojawia się także tutaj, widzimy do czego jest w stanie posunąć się bohaterka, by zatrzymać przy sobie ukochanego mężczyznę. Trylogia na pewno jest specyficzna, to jednak nie oznacza, że jest zła, wręcz przeciwnie, jej oryginalność sprawia, że z zaciekawieniem śledzi się losy bohaterów. Żaden z nich nie jest idealny, a sytuacje pojawiające się w ich życiu sprawiają wrażenie niezwykle realnych, dlatego z tym większą chęcią śledzę ich losy.

Bohaterowie - to niepodważalny plus tej trylogii. Trzeba oddać autorce, że jak mało kto potrafi tworzyć czarne charaktery, które w jakimś stopniu sprawiają, że człowiek czuje się z nimi związany. Olivia i Leah także objawiły nam się jako manipulatorki, które potrafią zrobić naprawdę wiele, by zdobyć to, na czym im zależy. Ich życie to ciągłe kłamstwa i intrygi, obie potrafią naprawdę zdenerwować. Jednak każdy z bohaterów został wykreowany z niezwykłą precyzją, widać, że są to postacie stworzone z konkretnym zamysłem, niezwykle dopracowane.
Sama fabuła jest intrygująca, wywołuje mnóstwo emocji. Niejednokrotnie zachowanie Leah potrafi zdenerwować, a przy okazji skłonić do pewnych przemyśleń. Kobieta kompletnie nie odnajduje się w roli matki, dziecko miało być lekarstwem na jej związek z Calebem, którego próbuje za wszelką cenę zatrzymać przy sobie. Leah potrafi świetnie kłamać, ale nie potrafi przegrywać.

Książka podzielona jest na rozdziały, w jednych śledzimy to co działo się kiedyś, a w innych to co teraz. Dzięki temu poznajemy szczegóły, których nie znaliśmy, kiedy narratorką była Olivia, drugi tom jest więc też uzupełnieniem niektórych wątków z "Mimo moich win". Książkę czyta się z wielkim zaciekawieniem, aż do ostatniej strony i pozostawia w oczekiwaniu na trzeci tom, tym razem z perspektywy Caleba. Ta krótka historia wywołuje sporo sprzecznych emocji, Fisher ma specyficzne pióro, ale właśnie to w dużej mierze sprawia, że jej książki są inne od wszystkich, choć zachowania bohaterów denerwują, to jednak w niektórych sytuacjach można się z nimi zżyć. To jedna z nielicznych historii, w których nie znajdziemy przesłodzonej miłości, a wręcz przeciwnie - toksyczną miłość. Myślę, że trzeci tom będzie równie wyjątkowy i podobnie jak poprzednie dwie części może zaskoczyć. Polecam gorąco, to niewątpliwie warta poznania trylogia!  

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Najlepsze książki 2016 roku

2016 rok minął mi niezwykle szybko. Mam wrażenie, że dopiero co podsumowywałam 2015, tymczasem przyszedł czas by powiedzieć trochę o najlepszych książkach minionego już roku. Przeczytałam mniej niż bym chciała, dobiłam co prawda do 52 książek, jednak wiem, że mogłabym więcej. Mimo wszystko jestem zadowolona, choć mam cichą nadzieję, że w 2017 roku będzie lepiej ;) Przejdźmy jednak do mojej subiektywnej listy najlepszych książek :) Kolejność przypadkowa.


  • "Moja walka o każdy metr" - Thomas Morgenstern - już na samym początku roku mogłam przeczytać jedną z bardziej inspirujących książek. Skoki narciarskie uwielbiam, a Thomas to naprawdę niezwykły człowiek, co pokazuje ta książka.
  • Kolejność książek jest co prawda przypadkowa, jednak gdybym miała wybrać najlepszą książkę roku byłby nią "Promyczek" - Kim Holden. Książka, która całkowicie mną wstrząsnęła, wywołała mnóstwo refleksji i skrajnych emocji, to jedna z tych książek, o których trudno zapomnieć. Podobnie było również z drugą częścią "Gusem" :)
  • W minionym roku miałam okazję przeczytać aż trzy książki Mii Sheridan, jednak to "Bez winy" urzekło mnie najbardziej! Kupiło mnie swoim humorem i bohaterami, oraz fabułą, która okazała się dość nieoczywista :)
  • Książek Remigiusza Mroza mam na półce całe mnóstwo, ale udało mi się przeczytać dotychczas tylko dwie (obym w 2017 to nadrobiła!). "Kasacja" zrobiła na mnie ogromne wrażenie, zachwyciła wciągającą fabułą i oczywiście niezwykłym duetem prawniczym!
  • O "Zanim się pojawiłeś" - Jojo Moyes zrobiło się bardzo głośno za sprawą filmu, również nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie. Jak można się spodziewać, wylałam przy niej morze łez i długo nie mogłam przestać o niej myśleć.
  • Nie mogło tu zabraknąć również książki Colleen Hoover! W moim zestawieniu znalazło się "Maybe someday", jednak również "Ugly love" było jedną z lepszych książek roku! Obie wciągnęły mnie bez reszty i zachwyciły oryginalnością.
  • Podobnie jak w przypadku Hoover, tak i tutaj nie mogłam się zdecydować na najlepszą książkę Brittainy C. Cherry, poza "Powietrze, którym oddycha" niezwykłą okazała się także "Art&Soul". Byłam pod wielkim wrażeniem obu tych powieści, zdecydowanie okazały się czymś innym niż pozostałe powieści NA.
  • "Układ" oraz "Błąd" - Elle Kennedy okazały się jednymi z bardziej zabawnych książek jakie czytałam, nie jeden raz podczas lektury zwijałam się ze śmiechu, obie książki okazały się być naprawdę świetną rozrywką!
  • W 2015 roku na mojej liście najlepszych książek znalazło się "Czy wspominałam, że cię kocham?" - Estelle Maskame, w 2016 zachwycałam się dwoma kolejnymi częściami - "Czy wspominałem, że cię potrzebuje?" oraz "Czy wspominałam, że za tobą tęsknię?". Cała ta trylogia wzbudziła we mnie ogromne emocje, a fabuła choć momentami banalna wciągnęła bez reszty!
Mam nadzieję, że 2017 rok także będzie obfitował w mnóstwo interesujących lektur, czego również Wam życzę! :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka