piątek, 23 lutego 2018

Remigiusz Mróz - Nieodnaleziona


Damian Werner miał piękne plany na dalsze życie wraz z Ewą. Z restauracji wyszli jako szczęśliwi narzeczeni, ale już chwile później ich drogi się rozeszły. Stali się ofiarami napaści, po której Ewa zaginęła bez śladu. Werner przez dziesięć lat nie może pogodzić się z tym co się stało. Nie może uwierzyć, kiedy przyjaciel pokazuje mu zdjęcie ukochanej na jednym z portali społecznościowych zrobione podczas koncertu. Czy to możliwe, że Ewa nadal żyje?

Chyba nie ma obecnie osoby w Polsce, która nie słyszała o książkach Remigiusza Mroza. Autor w szalonym tempie publikuje swoje nowe powieści, trudno nadążyć i być na bieżąco ze wszystkim co wyjdzie spod pióra pisarza. Czy szybkość wydawania książek przekłada się też na ich słabszą jakość? Niestety, mam wrażenie, że trochę tak, bo choć "Nieodnaleziona" jest książką, którą przeczytałam w dwa dni, co jak na moje tempo czytania jest czymś niecodziennym, to jednak nie obyło się bez pewnych potyczek. O tej książce jest w ostatnim czasie naprawdę głośno, niemal na każdym kroku się na nią natykam, dlatego z wielkim zaciekawieniem po nią sięgnęłam. Co z tego, że "starsze" książki Mroza czekają nieprzeczytane na półce, musiałam się przekonać, co takiego jest w "Nieodnalezionej", że tyle osób ją czyta. No i szybko się przekonałam, że to niesamowicie wciągająca książka, która w gruncie rzeczy "czyta się sama" i nie sposób jej odłożyć. Gdyby jeszcze za tym szła równie dopracowana fabuła, byłoby idealnie...

Fabuła nie jest zła, powiedziałabym nawet, że pomysł, na który wpadł autor jest naprawdę świetny. Niestety, mam wrażenie, że ostatecznie trochę w tym wszystkim się pogubił. Mamy sporo nieścisłości, niedopowiedzeń i chociaż zaskakujące to przekombinowane zakończenie. Fabuła naprawdę miała spory potencjał, bo poruszany w niej temat przemocy wobec kobiet jest ważny, a przy tym poruszający. Większość tej książki była naprawdę niezła, dlatego tak bardzo ubolewam nad końcówką. Te ostatnie kilkadziesiąt stron niestety według mnie bardzo obniżyło poziom tej książki. Czyta się je z takim wrażeniem jakby autor w ostatniej chwili postanowił coś zmienić i dlatego nie wyjaśnił wielu ważnych spraw. Generalnie, o ile pod koniec pierwsze zaskoczenie kto jest kim jest nawet intrygujące, to kolejne już totalnie przekombinowane. Nie chcę mówić zbyt wiele, ale naprawdę szkoda, że autor chociażby nie wyjaśnił kilku pytań, które nadal kłębią mi się w głowie po skończeniu tej książki. Mimo wszystko, nie można odmówić tej historii emocji, bo Mróz serwuje nam ich cały ogrom. Poszukiwania Ewy dostarczają niemałej dawki emocji, a przy tym przemoc domowa, opisana dość realistycznie, że czytanie o niej aż boli.

O ile po pierwszych kilkudziesięciu stronach spodziewałam się naprawdę dobrej książki, to ostatnie strony nieco tę opinię zmieniły. Ostatecznie mam dosyć mieszane uczucia, bo choć emocji nie brakowało, to jednak gdzieś tam nadal pojawiają się pytania dotyczące zakończenia. Nie zmienia to jednak faktu, że czyta się niesamowicie szybko, a biorąc pod uwagę, że wszystkie poprzednie książki w ostatnim czasie czytałam po dwa tygodnie, to przeczytanie "Nieodnalezionej" w dwa dni jest naprawdę świetnym wynikiem. Dlatego na niemoc czytelniczą zawsze będę polecać Mroza, bo choćby pewne elementy książki zgrzytały, to fabuła zawsze jest na tyle zajmująca, że nie da się od niej oderwać. Widać też, że Remigiusz Mróz nie boi się trudnych tematów pisząc o przemocy domowej. Bez wątpienia jest to ważny temat, dlatego należą się słowa uznania, że autor go poruszył. Ciekawa jestem, czym jeszcze w swoich książkach zaskoczy nas Mróz, bo jestem przekonana, że jeszcze niejednokrotnie to zrobi. Sama mam do przeczytania jeszcze niemały stosik jego książek, więc czas zacząć nadrabiać zaległości!
A Wy pamiętajcie na niemoc czytelniczą zawsze książki Mroza! Samą "Nieodnalezioną" również polecam, bo mimo wszystko to książka warta przeczytania!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Księgarni Tania Książka!

środa, 14 lutego 2018

Marieke Nijkamp - Chłopak, który bał się być sam


Uczniowie Opportunity wracają do szkoły po feriach. Wszyscy gromadzą się w auli i ze znużeniem słuchają przemówienia, wygłaszanego przez dyrektorkę, które wszyscy znają na pamięć. Kiedy nadchodzi czas by się rozejść, przy drzwiach zaczyna tworzyć się tłum. Drzwi są zamknięte. A w auli znajduje się napastnik, jeden z byłych uczniów - Tyler, wyposażony w broń. Nikt nie spodziewa się, że szkolny apel przerodzi się w masakrę.

Książki młodzieżowe mimo różnej tematyki, którą poruszają często okazują się podobne do siebie. Zwykle traktują o miłości, problemach - czasem błahych, czy marzeniach. Dlatego byłam nieźle zaskoczona gdy rozpoczęłam lekturę "Chłopaka który bał się być sam". Czułam się jakbym czytała naprawdę niezły thriller. Zaczęłam ją czytać w drodze do szkoły, w autobusie i miałam zamiar czytać tak do końca. Dawkować sobie po 20 minut lektury, ale nie wytrzymałam. Po kilkudziesięciu stronach stwierdziłam, że muszę tę książkę przeczytać do końca za jednym razem. Pochłonęła mnie całkowicie. Wywołała naprawdę mnóstwo emocji i zaskoczeń. Napięcie jest tutaj obecne niemal cały czas, nie wiadomo co przyniosą kolejne strony, a prawie każda kryje w sobie coś niespodziewanego. Strach, który odczuwają uczniowie, którzy znaleźli się w pomieszczeniu jest niemal namacalny, nie wiadomo kto będzie kolejną ofiarą.

Akcja tej książki pędzi w szaleńczym tempie, nie ma nawet chwili na wytchnienie. Zaskakujące jest to, że cała historia toczy się w ciągu niespełna godziny. Wydaje mi się to trochę naciągane, wydarzeń jest tyle, że aż trudno uwierzyć by zmieściły się w tak krótkim czasie. Może jednak to dlatego, że historia przedstawiona jest z punktu widzenia czterech bohaterów, czas wydaje się bardziej rozciągnięty. Początkowo taka narracja sprawiała, że trochę gubiłam się kto jest czyją siostrą, przyjaciółką,czy dziewczyną. Z czasem jednak doceniłam taki sposób przedstawienia tej historii, bo dzięki temu możemy poznać lepiej punkt widzenia większej liczby osób. Osoby te nie są przypadkowe, bo każda z nich ma coś wspólnego z Tylerem, jest to między innymi siostra bohatera, czy też była dziewczyna. Mam wrażenie, że najmniej potrzebna jest właśnie narracja jego byłej dziewczyny, co prawda pozwala na małe zwolnienie tempa, ale według mnie nie wnosi zbyt wiele. Myślę za to, że byłoby lepiej gdyby autorka wprowadziła narracje z punktu widzenia głównego zainteresowanego - Tylera. Na pewno pozwoliłoby to lepiej zrozumieć motywy, które nim kierowały.

Bez wątpienia mamy tutaj bardzo ciekawe kreacje bohaterów. Najbardziej intryguje Tyler, cały czas zastanawiamy się dlaczego zrobił, to co zrobił, jakie miał motywy. To jeden z tych bohaterów, gdzie na pierwszy rzut oka nie jest łatwo stwierdzić, czy to po prostu zagubiony chłopak, czy czarny charakter. W gruncie rzeczy cała ta historia na początku przypominała mi bardzo pierwsze odcinki drugiego sezonu "Belfra". Nie chcę spojlerować, ale mamy tam do czynienia z podobną sytuacją, o trochę innym rozwoju, ale jednak. W obu przypadkach nie zabrakło emocji podczas śledzenia zdarzeń. Jeśli macie ochotę na emocjonującą lekturę, nie wahajcie się, tylko sięgajcie po "Chłopaka, który bał się być sam", bo to naprawdę świetna młodzieżówka, a może nawet kryminał. Czyta się w mgnieniu oka, bo akcja pędzi w niesamowitym tempie, nie zabraknie też wzruszeń, złości, napięcia. Polecam, zdecydowanie warto przeczytać!

Za możliwość przeczytania książki i objęcia jej patronatem dziękuję Wydawnictwu Feeria Young!

Jeśli jesteście zainteresowani książka, zapraszam do wzięcia udziału w konkursach :)
Na blogu: link
Na instagramie: link

wtorek, 13 lutego 2018

Rozdanie z "Chłopakiem, który bał się być sam"


Na blogu dawno nie było żadnych konkursów, a jako że "Chłopak, który bał się być sam" został objęty patronatem bloga, czas to zmienić! Dlatego zapraszam Was do udziału w konkursie, w którym możecie wygrać jeden egzemplarz tej książki ;)

REGULAMIN KONKURSU:
1. Organizatorką konkursu jestem ja - właścicielka bloga Książkowy świat.
2. Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Feeria Young, któremu bardzo serdecznie dziękuję!
3. Nagrodą w konkursie jest jeden egzemplarz książki "Chłopak, który bał się być sam" - Marieke Nijkamp.
4. Konkurs trwa od 13 do 25 lutego 2018 roku
5. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu w ciągu siedmiu dni od zakończenia konkursu.
6. Konieczne jest umieszczenie zgłoszenia pod tym postem.
7. W konkursie mogą brać udział tylko osoby, mające adres korespondencyjny na terenie Polski.
8. Wygrywa jedna osoba!
9. Aby wziąć udział w konkursie należy zaobserwować blog Książkowy Świat, w komentarzu podać nick pod jakim się go obserwuje, podać swojego maila (bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą). Możecie również podać link do udostępnionego baneru konkursowego u siebie na blogu/fanpage, ale nie jest to warunek konieczny.
10. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi wybór innego wygranego.


WZÓR ZGŁOSZENIA:
Zgłaszam się!
Obserwuję jako:
E-mail:
Baner konkursowy (chętni) :

Na instagramie jest osobne rozdanie, gdzie do wygrania są aż dwa egzemplarze "Chłopaka, który bał się być sam", więc serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie również tam ;) LINK

piątek, 2 lutego 2018

Agnieszka Olejnik - Cuda i cudeńka


Helena Botula przyjeżdża z małej wsi, przyzwyczajona do wzajemnej serdeczności i towarzystwa by zaopiekować się swoją babcią. Kompletnie zmienia otoczenie i czuje się samotna, bo babcia w ogóle się nie odzywa, a ludzie zachowują się zupełnie inaczej niż na wsi. Lena będzie musiała się nauczyć żyć pod jednym dachem z trudną do porozumienia babcią, co wcale nie będzie łatwe.

W tym roku udało mi się przeczytać naprawdę sporo świątecznych książek z czego bardzo się cieszę, bo mam naprawdę szerokie porównanie, a i przez dłuższy czas mogłam cieszyć się klimatem świąt. "Cuda i cudeńka" są jedną z ostatnich świątecznych książek, które przeczytałam i choć nie uważam jej za najlepszą, to bardzo przypadła mi do gustu i miło spędziłam z nią czas. Nie można jej też odmówić pewnej magii, choć tak naprawdę raczej nie przyczyniłaby się do tego, bym bardziej wczuła się w klimat świąt. Trzeba przyznać, że to naprawdę mądra i prawdziwa opowieść, napisana w lekkim stylu. Rok temu przeczytałam zupełnie inną gatunkowo książkę tej autorki - "Nieobecna", która jest dla mnie jedną z najlepszych przeczytanych w minionym roku. Mimo skrajnie różnych gatunków - literatura kobieca i kryminał - gdybym miała ocenić, w którym gatunku według mnie autorka lepiej sobie poradziła, nadal wybrałabym jako najlepszą książkę "Nieobecną". Powód? Dynamiczna i pełna zwrotów akcji fabuła całkowicie mnie kupiła. Wiem, że to coś zupełnie innego, kryminał i typowo świąteczna książka, ale jednak troszkę zabrakło mi jakichś niespodziewanych elementów.

Mimo, że może obyło się bez większych zaskoczeń, Pani Agnieszka zakończyła książkę w taki sposób, że najchętniej od razu sięgnęłoby się po kolejny tom. Znacie ten moment kiedy myślicie, że w książce już nic się nie wydarzy, a tu nagle autor jednym końcowym zdaniem Was zaskakuje i chcecie już tylko przeczytać kolejną część? Takie są właśnie "Cuda i cudeńka". Przez całość akcja toczyła się niespiesznie, ale ostatnie zdanie pozostawia w niepewności i niecierpliwym oczekiwaniu na kolejną część. Bardzo spodobały mi się kreacje bohaterów jakie stworzyła autorka. Każdy z nich ma w sobie trochę tajemniczości, ale jednocześnie wypada bardzo wiarygodnie. Główna bohaterka - Lena jest osobą niezwykle towarzyską i nie potrafi pojąć, że w większym miasteczku, do którego się przeniosła by opiekować się babcią, ludzie nie są dla siebie tak przyjaźni jak na wsi. Dlatego sama próbuje zjednać sobie każdego z sąsiadów. Prawda jest taka, że rzeczywiście często moglibyśmy być dla siebie bardziej przyjaźni. Autorka niejedną mądrość ukryła w swojej nowej książce. Ciekawa jest między innymi postać Włoszki, o której tak naprawdę wiemy niewiele, a mimo to budzi ona sympatię. Liczę na to, że w drugiej części dowiemy się o niej czegoś więcej.

Jak już wspominałam, zauważyłam, że autorzy w powieściach świątecznych stawiają głównie na historie wielowątkowe. Gdy czyta się już którąś z kolei powieść o sąsiadach z jednego bloku robi się monotonnie, ale mimo to każda z książek jest wyjątkowa i mimo podobnej koncepcji wszystkie historie są inne. Z niecierpliwością czekam na drugą część "Mansardy pod Aniołami", autorka zostawiła jeszcze sporo zagadek, więc bardzo jestem ciekawa jak się to wszystko rozwinie. A Wam mimo, że już po świętach polecam "Cuda i cudeńka", bo uważam, że to książka, którą niekoniecznie trzeba czytać w święta. Na pewno nastroi Was optymistycznie i wywoła uśmiech na twarzy!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Księgarni Tania Książka

sobota, 20 stycznia 2018

Joanna Szarańska - Cztery płatki śniegu


W jednym z bloków pewnego małego miasteczka trwają przygotowania do świąt. Każdy te święta chce przeżyć inaczej, przy okazji spotykając na drodze sporo zawirowań, które niespodziewanie pojawiają się na drodze każdego z nich tuż przed świętami. Na przykład Monika chciałaby być jak najlepszą matką, w czym przeszkadza jej teściowa, kwestionując wszystkie jej metody wychowawcze. Zuzanna i Kajtek coraz bardziej oddalają się, a Anna dostrzega, że coraz trudniej jej żyć ze skąpstwem swojego męża.

Kiedy na początku grudnia zastanawiałam się od jakiej powieści świątecznej rozpocząć sezon na tego typu książki, akurat trafiłam na post na instagramie gdzie ktoś pisał, iż "Cztery płatki śniegu" są powieścią, która świetnie wpasuje się w przedświąteczną gorączkę, gdyż właśnie opowiada o przygotowaniach do świąt. Dlatego dłużej się nie zastanawiałam i od razu sięgnęłam po - swoją drogą pierwszą jaką miałam okazję czytać książkę Joanny Szarańskiej. Od razu muszę powiedzieć, że ta autorka jest jednym z moich odkryć w minionym roku. Nie sądziłam, że "Cztery płatki śniegu" tak mnie wciągną i okażą się bardzo odprężającą lekturą. Po jej skończeniu miałam ogromną ochotę, by od razu sięgnąć po kolejną książkę autorki, którą akurat miałam na półce, ale ostatecznie postanowiłam odłożyć sobie ją na troszkę później. Powieść idealnie wprowadziła mnie w klimat świąt, każda z historii opowiedzianych przez autorkę jest wyjątkowa, nie brak tutaj momentów kiedy można się śmiać, ale były też wzruszenia.

W "Czterech płatkach śniegu" poznajemy losy mieszkańców pewnej kamienicy. Największe emocje (przynajmniej w moim przypadku) wzbudza wątek Anny i Waldemara. Mężczyzna jest wręcz obsesyjnie skąpy i nie pozwala swojej żonie nawet na najdrobniejsze przyjemności, a kiedy kobieta wyda więcej pieniędzy niż przewidział, reaguje zupełnie inaczej niż można by się spodziewać. Chociaż ich dialogi są naprawdę zabawne, to równocześnie budzą złość na straszne skąpstwo Waldemara. Bardzo ciekawą postacią jest również Pani Michalska, która można powiedzieć, że jest stróżem swoich sąsiadów. A i wątek Zuzanny i Kajetana jest momentami naprawdę zabawny.
Klimatem powieść Joanny Szarańskiej przypomina mi trochę "Pracownie dobrych myśli" Magdaleny Witkiewicz i choć sama nie lubię takich porównań, to myślę, że osobom, którym "Pracownia" przypadła do gustu, również "Cztery płatki śniegu" mogą się spodobać. Obie te książki są przyjemnymi, lekkimi lekturami na kilka wieczorów, które mimo wszystko nie są bezwartościowe.

Ostatnio czytałam głównie książki świąteczne, gdzie autorzy stawiają zwykle na historie wielowątkowe i zauważyłam, że bohaterowie przeważnie albo mieszkają w jednym bloku, albo w jednym hotelu, pensjonacie itp. Nie umniejsza to żadnej z tych wszystkich książek klimatu, bo każda z nich tak naprawdę bardzo mi się podobała, ale trochę mało to oryginalne. 
Powieść Joanny Szarańskiej naprawdę bardzo przypadła mi do gustu i doskonale wprowadziła w klimat świąt. Nie brak tutaj emocji, dowcipny styl autorki wypadł bardzo dobrze, a i wzruszeń nie zabrakło. Podoba mi się również, że autorka stworzyła charakterystyczne postacie, które zapadają w pamięć i nie są bezbarwne. Jednocześnie są to jednak ludzie tacy jak my - mający zarówno zalety jak i wady. Już nie mogę się doczekać kiedy przeczytam kolejne powieści tej autorki, mam nadzieję, że okażą się równie interesujące!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona!

sobota, 13 stycznia 2018

Krystyna Mirek - Światło w Cichą Noc


Magda wraz z braćmi od lat nie obchodziła świąt Bożego Narodzenia, zawsze wtedy wyjeżdżali na wakacje, zdala od nieprzyjemnych wspomnień. Tym razem jednak ma być inaczej, Wigilia ma być wyjątkowa, taka z prawdziwego zdarzenia. Z kolei do sąsiedniego domu babci Kaliny przybywa wnuk Antek, którego kobieta od dawna nie widziała. Kiedy chłopak gości w mieszkaniu pojmuje, że czas rozwiązać tajemnice z przeszłości. 

Kiedy prawie trzy lata temu sięgnęłam po pierwszą dla mnie książkę Krystyny Mirek, wiedziałam, że polubię tę autorkę. "Podarunek", który wówczas przeczytałam był dla mnie czymś nowym, bo dopiero rozpoczynałam przygodę z książkami literatury kobiecej. Mimo tego, nawet teraz kiedy już trochę powieści z tego gatunku poznałam, uważam, że jest to jedna z ciekawszych książek wśród obyczajówek i chciałabym jeszcze kiedyś do niej powrócić. "Podarunek" był książką osadzoną w świątecznym klimacie, a więc gdy usłyszałam, że niebawem pojawi się "Światło w Cichą Noc", czyli kolejna bożonarodzeniowa powieść tej pisarki, wiedziałam, że na pewno trafi w moje ręce. Pierwsze podejście do tej książki było jednak niezbyt idealnie. Długie opisy nieco mnie znużyły i czytało mi się ją dosyć powoli. Z każdą stroną jednak robiło się coraz ciekawiej i nawet opisy przestały mi ciążyć. Akcja, choć płynie niespiesznie nie nudzi i czyta się naprawdę przyjemnie. Dlatego jeśli zaskoczą Was przydługie opisy, nie zrażajcie się tak od razu, bo z pewnością warto dać tej książce szansę.

Chociaż wielu z nas nie przepada za długimi opisami, w tym ja również, to tym razem dostrzegłam w nich pewne piękno. Autorka jest doskonałą obserwatorką zachowań ludzkich i mam wrażenie, że dawno nie czytałam książki, w której tak doskonale widać, jak dobrym obserwatorem jest autor. Krystyna Mirek w taki sposób opisuje wszystkie przygotowania - gotowanie, bieganie po zakupy, że nie sposób nie wczuć się w świąteczny klimat. Trochę żałuję, że przeczytałam ją już po świętach, bo na pewno jest jedną z bardziej magicznych książek spośród wszystkich świątecznych propozycji jakie czytałam. Bardzo interesujące są losy rodzin, które przedstawiła nam autorka i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Myślę nawet, że wątki bohaterów z drugiego planu były na tyle ciekawe, że powinny być poszerzone, mam tutaj na myśli kłopoty przyszłych teściów Magdy. Bohaterowie podejmują ważne decyzje, które mogą mieć wpływ na całe dalsze życie. Autorka poza tym, że wzbudza nadzieję, pokazuje, że idealnie ugotowany obiad i porządek w domu nie jest gwarancją szczęśliwej rodziny jak przez lata oszukiwała się jedna z bohaterek, czasami po prostu jest potrzebny impuls, aby pewne rzeczy dostrzec i zmienić. Widzimy też, że przed niektórymi rzeczami nie da się uciec.

Jak to w tego typu książkach bywa, trudno ustrzec się przed pewnymi schematami. Tutaj również tajemnice z przeszłości, czy uczuciowe rozdarcie są jednymi z nich. Mimo tego trudno nie docenić piękna tej historii, jej magicznej atmosfery i ciepła jakie posiada. Pomimo długawych opisów czyta się bardzo przyjemnie i ostatecznie wciąga. Znajdziemy tutaj zarówno miłość, jak i przyjaźń, a także wiele ważnych tematów. To książka, która tak jak wiele innych dzieł Krystynek Mirek, po prostu daje nadzieję. Już niebawem ma się ukazać kolejna część "Willi pod Kasztanem", na którą już teraz z niecierpliwością czekam. Mam nadzieję, że zostaną tam poszerzone pewne wątki, które nie zostały w pełni domknięte w powyższej powieści. Polecam, szczególnie na zimowe wieczory, wraz z gorącą herbatą i kocem stanowi zestaw idealny!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki!

niedziela, 7 stycznia 2018

Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński - Pudełko z marzeniami


Malwina za przypadkową radą swojego chłopaka przeprowadza się do małego Miasteczka, by tam prowadzić restaurację. Okazuje się jednak, że Radosławowi nie za bardzo marzy się takie życie, dlatego wpada na pomysł wyjazdu z granicę zapewniając przy tym Malwinę, że na pewno wróci, wraz z pieniędzmi na rozkręcenie interesu. Do Miasteczka przybywa również Michał, którego zdradziła narzeczona, a także oszukał wspólnik. Nie mając nic do stracenia przyjeżdża do Miasteczka po usłyszeniu od ciotki o skarbie, który został tam ukryty.

Bardzo często wspominam jak bardzo lubię świąteczne książki. Klimat, który możemy doświadczyć na kartach powieści sprawia, że nawet bezśnieżne święta przestają przeszkadzać. Kiedy usłyszałam, że Magdalena Witkiewicz i Alek Rogoziński wydają wspólnie napisaną książkę, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. Sądziłam, że taki duet zapewni mi niepowtarzalną rozrywkę w święta, dlatego specjalnie odkładałam ją, by rozpocząć po Wigilii. Po pierwszych stu stronach zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno mam do czynienia z powieścią świąteczną, bo może po prostu zmyliło mnie, że została wydana w okresie przedświątecznym. Jednak napis z tyłu mówił sam za siebie - "Najzabawniejsza świąteczna komedia romantyczna!". Tymczasem chociaż czytało się bardzo przyjemnie, klimatu świąt w tej powieści znalazłam tyle co nic. I gdyby nie to hasło z tyłu książki nie miałabym się do czego doczepić, bo to ciekawa obyczajówka i to, że jednak nie jest świąteczna potraktowałabym jako własną pomyłkę, bo mogło mnie zmylić wydanie jej przed świętami. Ale ja naprawdę spodziewałam się bożonarodzeniowej powieści i trochę jestem zawiedziona, że na kilku wzmiankach o świętach się skończyło. Zdecydowanie magii i atmosfery tu zabrakło.

Dobrze, ponarzekałam, ale oczywiście nie jest tak, że "Pudełko z marzeniami" było złą książką, gdyby nie to, że zabrakło obiecywanej świątecznej fabuły, byłoby naprawdę świetnie, a tak pewien niedosyt pozostał. Nie zmienia to jednak faktu, że czytało się niezwykle przyjemnie, nie zabrakło pełnych uroku i humoru sytuacji, które wywołały uśmiech na twarzy. Choć raczej na uśmiechu się skończyło, bo fragmentów, gdzie rzeczywiście śmiałabym się głośno raczej nie było. Miłą niespodzianką było pojawienie się bohaterów z "Pracowni dobrej myśli" Magdaleny Witkiewicz. Przyjemnie było znowu spotkać na kartach powieści Panią Wiesię, czy Tomaszka i Floriana. Podobnie jak w "Pracowni dobrej myśli" tutaj ponownie Pani Wiesia jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci. Jej unikanie kłopotów i naleweczki dla zdrowotności zna każdy w Miasteczku, a i tym razem kobieta lubi troszkę pomóc losowi. W tej książce do Pani Wiesi dołącza kolejna starsza Pani, babcia Malwiny - Janina. I jej nie brak temperamentu, wróciła z Francji i nie może się przyzwyczaić do braku tamtejszych potraw - żabich udek, czy ślimaków, które chętnie wprowadziłaby do menu restauracji Malwiny. Obie panie tworzą świetny duet i są chyba najciekawszymi postaciami w "Pudełku z marzeniami". Nieco mniej charakterystyczni, ale również ciekawie wykreowani są Malwina i Michał, przy dwóch starszych paniach schodzą jednak trochę na dalszy plan.

Powieść Witkiewicz i Rogozińskiego okazała się naprawdę dobra, pomijając to, że nie była za bardzo świąteczna (tak, nie mogę o tym zapomnieć). Nie zabrakło ciekawych i zaskakujących zwrotów akcji oraz ciepła i optymizmu. Warto ją przeczytać choćby właśnie dla tego optymizmu i nadziei na lepsze jutro, którą niesie ze sobą ta powieść. Zabrakło świątecznej atmosfery, ale czytało się miło. Polecam, choć jeśli zostawiacie ją na kolejne święta może warto przeczytać wówczas bardziej świąteczną powieść, a "Pudełko" przeczytać w innym dowolnym momencie roku?

Tę i inne nowości znajdziecie na stronie Księgarni Tania Książka, której bardzo dziękuję za możliwość przeczytania tej powieści!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka